marzec 212015
 
Rolls-Royce

Rolls-Royce

Przedstawiamy artykuł Kurta Kupscha opublikowany w niemieckim czasopiśmie Crossener Heimetgrüße
Rolls-Royce zatonął w Fährloch
Piekarz Kowalski zapłacił za tą satyrę drożdżówkami z makiem

Już na początku istnienia samochodów co niektóry chciał się nim pochwalić i zaszpanować. Ludność bardzo dziwiła się, że piekarz Kowalski z Groß-Blumberg na początku lat 20-tych nabył “Rolls Royca”. To było cztero- lub nawet sześcioosobowe auto, którego górna część była zamykana tylko przy bardzo złej pogodzie. To był po prostu sportowy i szybki wóz “złotych lat 20-tych”. Oczywiście piekarz używał samochodu również do jazdy do Grünbergu (Zielona Góra) na cotygodniowy targ aby tam sprzedać swoje sześcio- i ośmiofuntowe chleby.
Pewnego dnia cenne auto nie ruszyło. Dlatego Kowalski zamówił mechanika z Grünbergu (Zielona Góra). Jednak zanim przybył, samemu piekarzowi udało się uruchomić silnik. Pełen dumy, chciał złapać mechanika na przeprawie promowej i usłyszeć jego zdanie.
Bruk przy przeprawie promowej był zbyt wąski, aby zawrócić,dlatego Kowalski próbował przejechać trochę dalej przy “grubej topoli”, która była znana blumbergowskim mieszkańcom. Tam droga jest w niewielkiej odległości od korony wału i tak to się jakoś stało, że piekarz nie zrobił tego manewru. Tylne koła wpadły w poślizg na spadzistej stronie wału i stoczył się tyłem do Fährloch, dołka, które są wszędzie, po obu stronach wału.
O rozwoju wydarzeń mówią teraz dwie wersje: jedna mówi, że zaprzęg tartaku-młyna Stahnsa, który przywiózł deski na załadunek do portu w Groß-Blumberg zagrał wybawcę w potrzebie. Druga wersja mówi, że krowi zaprzęg wyciągnął samochód z Fährloch. Marynarze naturalnie śmiali się i żartowali z tego. Powstała satyra, którą uczniowie długo śpiewali przed sklepem Kowalskiego, tak że „żona piekarza” zapłaciła drożdżówkami z makiem i prosiła żeby nie śpiewali tak głośno.
Pierwszej wersji anegdoty nie mogę sobie przypomnieć. Mówi ona poetycko o ocaleniu przez konie Stahnsa. Wersja z krową została mi przekazana przez Kurta Krebsa, mieszkającego teraz w Berlinie. Poinformował, że jego matka pamięta wersy i to w oryginalnej wersji:
Kowalski fährt sein Auto
ins große Wasserloch
Da saugt sein Rumpelka
sten
‘s Wasser ornd’tlich uff.
Er selbst schwimmt wie ‘ne Padde
ans Land, oh Schreck, oh Graus!
Die Leute lachen schrecklich, die Kuh holt’s Auto raus.


Tłumaczenie Adam i Janusz

 Zamieszczone przez o 16:29

  2 komentarze do “Nieudany manewr przejechania wału odrzańskiego”

  1. Bardzo ciekawa historia. Na uwagę zasługuje zdjęcie, na którym w niedalekiej odległości w tle widoczne jest wejście do kościoła w Brodach. Zdjęcie samochodu i garażu zrobione jest od strony dzisiejszego kompleksu boisk “ORLIK” – dokładniej od zatoczki parkingowej przy dojściu do szkoły. Osobiście zadziwiła mnie wysokość tego auta, gdzie właściciel stojąc jest nieco niższy niż dach samochodu, a średnica kół to ok. metr. I pomyśleć, że tutaj już wtedy “rozbijano” się takimi “wozami” 🙂

    • Auto , faktycznie “cacko” ! O tym, że był to “szpan” świadczy chociażby postawa właściciela: duma, pewność siebie, nonszalancja, luz i swoboda . Nie dziwię się – było czym !

Dodaj komentarz...

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »