Sty 162017
 

Bal w Pommerzig

Przedstawiamy wspomnienia Kurta Asta – byłego niemieckiego piekarza w Pommerzig, który opowiada jak wyglądała zima w marynarskich wsiach, kiedy mężczyźni cumowali swoje barki w portach i wracali na kilka tygodni do domu.
Kurt Ast swoje wspomnienie przedstawił w artykule dla czasopisma „Crosenner Heimatgrüßen

Kiedy dzisiaj widzę w telewizji zdjęcia zaśnieżonych krajobrazów i lodu na rzekach to mimo woli myślę o ciężkich zimach w powiecie Crossen. Marynarze cieszyli się, gdy w grudniu rozpoczynały się mrozy. Zacumowali swoje barki i parowce w bezpiecznych portach i pociągiem kierowali się do domów. Opowiadali, że zawsze pojawiały się w nich radosne uczucia kiedy jadąc z Rothenburga przez most na Odrze zobaczyli pommerzigowską wieżę kościelną.
Marynarze będąc w domu z żoną i dziećmi ożywiali wioskę. Najpierw nawzajem się odwiedzali, bo mężczyźni rzeczywiście cały sezon się nie widzieli lub tylko przelotnie przez całą ciepłą porę roku. Przy dużym mrozie ciepła pommerzigowska piekarnia Kurta Asta była specjalną atrakcją. Podczas tych spotkań dużo opowiadali i oczywiście mężczyźni oceniali ciasta świąteczne, które kobiety przyniosły do upieczenia.
Świniobicia były związane z zimna pora roku i nikogo nie trzeba było do tego zmuszać. W pośpiechu można było zobaczyć biegnących gdzieś główną ulicą dwóch Mahatzkesów, Schneidera Hermanna z Feisterem Richardem a także Liebhardta Paula aby zabić świnię. Podczas wzajemnych wizyt leberwuszt i krupniok bardzo smakował, a każdy był dumny gdy była gruba słonina. Zajadając sie świeżymi kiełbasami wypijali przy tej okazji trochę więcej niż było przewidziane.
Ale poza tym było wiele do zrobienia w domu i zagrodzie, ponieważ większą część roku było się po za domem. W szczególności drewno do piłowania i rąbania. Popularnej wówczas Schanauerschuhe(jakieś specjalne buty na zimę) zapobiegały nawet w duży mróz marznięciu stóp. Wieczorem siadali chętnie u Otto Kräusela w „Gasthof zur Oder”. On sam był przez wiele lat marynarzem i potrafił brać udział w „fachowej paplaninie”. Gdy zachodni wiatr zawył wokół wolno-stojącego domu, mężczyźni usłyszeli przy ciepłym piecu również historie służby wojskowej Otto, który brał udział w Chinach 1900/01 w zwalczaniu Boxer Rebellion, a flagi wszystkich narodów biorących udział w operacji wojennej – piękne oprawione wisiały na ścianie w pokoju obok. W styczniu przyjemności osiągnęły swój szczyt bo rozpoczął się marynarski bal. Dumnie maszerowali prowadzeni przez Adolfa Stadacha, w czarnych marynarkach, cylindrach i szarfach po głównych drogach, by w końcu zatrzymać się z refleksją u Otto Kräusela. Wieczorem tańczyli u Klischesa. Niekiedy jakaś żona musiała wracać do domu sama, bo mąż chciał zostać do końca uroczystości. Było też tak, że „późno powracający” zobaczyli już w piekarni Asta światło i tam podchmieleni i zmęczeni usiedli. Przyglądali się jak się robią bułki i ciastka, a gdy zrobiło się już jasno to szli dalej w swoich zapylonych od mąki cylindrach.
Oczywiście, obchody karnawałowe z paradami i inne zwyczaje należały do zimowego programu marynarzy. I wiele razy zostało to już opisane w „Heimatgrüßen”, to załączone zdjęcie jest tylko przypomnieniem.

Tłumaczenie Adam i Janusz

Sty 092017
 

Browarnik Karl Schubert

Przedstawiamy wspomnienia  Siegfrieda Heidera, który w latach 70-tych XX wieku odwiedził swoją rodzinną miejscowość Groß-Blumberg a swoje odczucia opisał w artykule  zamieszczonym w czasopiśmie  „Crossener Heimatgrüße”. Niestety Siegfried opisuje budynki wsi, które nie przetrwały zawieruchy wojennej i powojennej.

Mój dziadek od strony matki – browarnik Karl Schubert z Prus Wschodnich, wziął ślub w 1880 w Berlinie z moją babcią Caroline z Turyngii, a następnie udali się na siedem lat do Rosji. Dziadek pracował w Jekaterinoslawiu nad Dnieprem jako piwowar. Następnie para wróciła do Niemiec i browarnik Schubert nabył koło Groß-Blumberg 7830 mkw ziemi. Obejmujące część dawnej winnicy. Zbudował tam browar z zajazdem, a później dom. Warzył ciemne piwo. Potrzebny chmiel dziadek zbierał na pobliskim polu, „Federecke”. Piwo dostarczał w małych beczkach lub także „luzem” w wielkiej beczce na konnym zaprzęgu bezpośrednio do konsumentów w okolicznych wioskach. Z sześciorga dzieci małżonków Schubert, troje urodziło się w Rosji, a troje młodszych w tym moja matka, przyszło na świat w Groß-Blumberg. Najstarszy syn Ernst nauczył się także warzenia piwa, ale poległ w pierwszej Wojnie Światowej. Po śmierci dziadka w 1916 roku browar został zamknięty. Zajazd dalej prowadzili moi rodzice, o którym mieszkańcy Groß-Blumberg mówili „Beim Bräuer”. Także mnie nazywano jeszcze „Bräuersch Siegfried”.
Kiedy w roku 1974 wraz z żoną i córką odbyłem pierwszą podróż do ojcowizny, to szukałem naturalnie mojego dawnego domu, który był z boku wioski na skraju z lasu. Musiałem stwierdzić, że tam, gdzie kiedyś stał nasz dom jest tylko płaski teren, z dziko porośniętymi krzewami i drzewami wzgórzem. W ogóle, wszystkie budynki, które stały poza Groß-Blumberg, zostały zrównane z ziemią. Dotyczy to na przykład domu naszych sąsiadów Heißmannów, jak i wiatraku i całego „Dürre Katze”. Pełen entuzjazmu pokazałem żo
nie i córce, z zewnątrz miejsca w których spędziłem dzieciństwo i młodość, moją piękną szkołę, drogę do szkoły, którą kiedyś chodziłem boso a teraz spróbowaliśmy razem. Ale to było zabawne! Prowadziłem moją rodzinę dalej na naszą posesję z ogrodem, w której nawet jabłoń jeszcze stoi, i nasze wzgórze z lasem. Małe sosenki zasadzone niegdyś przez mojego dziadka, a teraz jest to okazały las. Mieliśmy zaplanowane, aby wziąć jakieś pamiątki z obecnego domu. Kopaliśmy w gruzie, i moja żona faktycznie odkryła ku radości wszystkich małe miedziane miski. Wprawdzie były pokryte patyną, ale od razu sobie przypomniałem, że kiedyś należały do mojej matki. Poza tą najpiękniejsza pamiątką z podróży spakowałem też kilka wyszukanych kamieni, i niektóre pędy dzikiego wina, które rosły już za czasów dziadka od strony południowej browaru i obecnie zarastają sklepienia dawnych piwnic. Przewiezione pędy rosną teraz w naszym ogrodzie w Rüsselsheim.
La
s obok naszego dawnego majątku i teren parafialny zostały wykarczowany do drogi do Klein-Blumberg, ale w międzyczasie ponownie obsadzony. Udaliśmy się wzdłuż do Federmühle, który znajdował się tuż przy granicy powiatu koło Hammer i był kiedyś popularnym miejscem wycieczkowym. Ale z młyna nie zostało nic. Również naprzeciwko mały dom, stara siedziba młynarza Hermanna, jest tylko kupą porośniętych krzaków. Tak samo nie ma trzeciego budynku od sędziego. Tylko stary most nad strumykiem Heidemühle nadal istnieje, tak że dzisiaj z Groß-Blumberg do Hammer można przejechać autem. Od wschodniej części mostu znajdował się się staw młyński, gdzie była spiętrzana woda i my jako dzieci podziwialiśmy jak zasila duże młyńskie koło, teraz nie widać prawie nic. Czasami wiosłowaliśmy łódką młynarza na krzyż i w poprzek po idyllicznej wodzie. Dziś jest to w dużej mierze zamulone przez liczne rośliny bagienne i otaczające wysokie drzewa liściaste. Tylko w środku przeciska się potok, któremu kierunek wody nadaję gąszcz brzóz.
Przy naszej drugiej wizycie w powiecie Crossen w 1976 wędrowaliśmy w osiem osób – moje dwie siostry i ich rodziny i tym razem byliśmy także w Rollmühle. Stary kamienny drogowskaz stoi jeszcze dzisiaj na rozwidleniu do Federmühle i Rollmühle. Napis jest wyblakły. Ponowne znakowanie jest bezcelowe, ponieważ obydwóch grup budynków już nie ma. Na tyłach tego kamienia są kamienne schody, które były bardzo przydatne w dzieciństwie do wspinania się. Ponownie nie mogłem się oprzeć wspiąć i skoczyć. Zrobiliśmy małą wycieczkę, w drodze do Rollmühle odbiliśmy w kierunku Luch, bagienne wrzosowiska, w otoczeniu lasu sosnowego. Niegdyś ten teren był piękny a dzisiaj niestety suchy i stepowy. Prawdopodobnie zostało to spowodowane przez rozległy wyrąb lasu w okolicy.
W Rollmühle nie stoi już żaden budynek, oprócz ogromnej tamy. Położony na północ ten ogromny zbiornik został utworzony w trakcie wznoszenia niemieckich umocnień granicznych, obecnie jest zamieszkały przez liczne gatunki ptaków wodnych, w pięknej, spokojnej naturze. Tam gdzie kiedyś był młyn i duża posiadłość rolna Frahnsa z budynkami gospodarczymi teraz znajdziemy tylko niewielkie kupki porośnięte krzakami.
Przeszliśmy brzegiem wzdłuż wspaniałego strumienia w kierunku Klein-Blumberg. Po lewej stronie stronie drogi na polu przywitał nas miło pracujący tam Polak. Z powodzeniem zbierając grzyby docieramy z powrotem lasem przez Hunde-Bergen do punktu wyjścia Groß-Blumberg.

Tłumaczenie Adam i Janusz

Translate »