Lis 222020
 

Tylko najstarsi mieszkańcy Nietkowic, którzy przybyli zaraz po wojnie mogą pamiętać zniszczony most kolejowy na Odrze. Socjalistycznej władzy bardzo zależało aby ten i inne mosty kolejowe były w pełni przejezdne. Udało się to w przeciągu 3 lat od zakończenia wojny. 72 lata temu, w listopadzie 1948 roku po moście przejechały pierwsze pociągi.

Artykuł w Głosie Wielkopolskim z 12 listopada 1948 roku przedstawia całą sytuację: Szaro-czarne są o tej porze roku wody Odry. Tu i ówdzie tylko widzi się białą plamę piany, powstałą na skutek zderzenia się fal. Odra – jak każda rzeka żeglowna – jest arterią łączącą; w Polsce łączy ona największy nasz okręg przemysłowy, Śląsk z portem szczecińskim, najkorzystniej położonym dla eksportu węgla i importu cennej rudy szwedzkiej tak potrzebnej naszym hutom.

Słaby jeszcze jest ruch na Odrze. Z tysiąca barek i kilkuset holowników, które tu kursowały kiedyś w wyniku wojny, w wyniku celowego niemieckiego zniszczenia, nic prawie nie pozostało. Budowa nowych kryp, remont wyłowionych z dna rzeki wraków idzie pełną parą ale jest to sprawa bardzo kosztowna i minie dobrych parę lat, zanim transport wodny na Odrze będzie mógł spełniać zadania, które wynikają z niezwykle korzystnego położenia rzeki.

Na razie kolej musi zastąpić brakującą rzeczną flotylle. Rzędy węglarek muszą toczyć się nie tylko ku Gdańskowi i Gdyni, ale również ku Szczecinowi. Tymczasem dotychczas właśnie Odra stanowiła tu przeszkodę. W czasie działań wojennych wysadzono w powietrze szereg mostów kolejowych, rozbito najkrótszą drogę Katowice – Szczecin na kilka odcinków nie powiązanych ze sobą, zaczynających się i kończących tam gdzie w korycie Odry leżał wysadzony most. W konsekwencji pociągi ze Śląska do Szczecina trzeba było kierować okrężną drogą via Poznań. A na dodatek węzeł poznański, jeden z najważniejszych dziś węzłów kolejowych w kraju, przeciążony nadmiernie nie był w stanie przepuścić więcej niż trzy pary pociągów towarowych ze Śląska i z powrotem na dobę. Oczywiście do odbudowy 7 zniszczonych mostów kolejowych na Odrze zabrano się jak najwcześniej, już w 1945r. ale przy przeciążeniu pracą naszych hut, roboty te przeciągały się w czasie. Gdzie się tylko dało, starano się przeprowadzać naprawę mostów sposobem gospodarczym, wydobywając z rzeki zwalone przęsła i montując je na nowo. Nie zawsze jednak było to możliwe, niekiedy bowiem silny ładunek dynamitu porozrywał w kawałki kratownice mostu, zniszczył kompletnie betonowe filary.

Tak właśnie wygląda sprawa z mostem w Nietkowicach (między Czerwińskiem a Krosnem nad Odrą), mostem niezwykle ważnym dla połączenia Śląska ze Szczecinem – odcinek Zielona Góra – Rzepin – mostem, którego nie można było w żaden sposób wyminąć.


W 1947 roku ogłoszono także w Głosie Wielkopolskim przetargi na odbudowę mostu. Brzmiały one tak:

Przetarg nieograniczony nr M 1/47
Dyrekcja Okręgowa Kolei Państwowych w Poznaniu ogłasza przetarg nieograniczony na odbudowę dwóch filarów mostu na Odrze pod Nietkowcem w km 168,867 linii Czerwińsk-Rzepin-Kostrzyn. Warunki oddania robót są do przejrzenia w Wydziale Drogowym DOKP w Poznaniu, pokój 218 – gmach Nowej Dyrekcji, w godzinach urzędowych.

Przetarg nieograniczony nr M 2/47
Dyrekcja O.K.P. W Poznaniu ogłasza Przetarg Nieograniczony nr M 2/47 na wykonanie prowizorium montażowego dla kratownicy mostu kolejowego na Odrze w Nietkowcu, linii Czerwińsk-Rzepin w km 168,667.

Następnie ówcześni czytelnicy Głosu Wielkopolskiego z artykułu z dnia 28 października 1947r. mogą się dowiedzieć już o postępach prac:

Na linii Czerwieńsk-Rzepin, pod miejscowością Nietkowiec pracuje 120 robotników nad odbudowaniem potężnego mostu na Odrze. Z dna rzeki wydobyto już 350 ton żelastwa. Obecnie stawia się nowe filary i przygotowuje konstrukcje dla zmontowania 75 m długiego przęsła. Most mierzyć będzie 415 m i oddany będzie do użytku najpóźniej w maju 1948r. Otworzy on wielką magistralę węglową, łączącą Śląsk ze Szczecinem. Na trasie tej przebiegać będzie codziennie 24 par pociągów towarowych, odciążając wydatnie jednotorową linię Poznań – Krzyż – Szczecin. Już w 1948 roku dowiadujemy się ponownie z Głosu Wielkopolskiego o kolejnych przetargach, z których jeden brzmi następująco: Zarząd Odbudowy Kolei Państwowych w Bydgoszczy ogłosił przetarg nieograniczony na: Montaż przęsła mostowego rozp. 75,00m przez Odrę w Nietkowcu na km 168,867 linii Czerwińsk-Rzepin. (…) Termin składania ofert do dnia 12 lutego 1948r. Pełny tekst ogłoszenia został zamieszczony w Monitorze Polskim.

I wreszcie późną jesienią 1948 roku w artykule zamieszczonym w Głosie Wielkopolskim z 12 listopada 1948 roku czytamy o otwarciu mostu:
9 bm. Min. Komunikacji Rabanowski dokonał otwarcia mostów w Brzegu Dolnym i w Nietkowicach. Ten drugi ma 414 metrów i składa się z 10 przęseł opartych na 11 filarach. Niemcy zniszczyli kompletnie dwa filary i jedno przęsło o rozpiętości 75 metrów a drugie przęsło nieco mniejsze znalazło się w korycie rzeki. W lutym 1946 r. zabrano się do wydobycia przęsła, leżącego w wodzie, w maju 1947r. zapoczątkowano odbudowę filarów i montaż całego mostu. Pracami zajmowały się Państwowe Przedsiębiorstwo Robót Komunikacyjnych, Oddział w Poznaniu i Dyrekcja Odbudowy Kolei w Bydgoszczy. Prace związane z odbudową rusztowań i montażem przęsła wykonała firma „Mostostal” w rekordowym czasie od 2 VIII 1948 do 19X br. Zaznaczyć należy, że dla oszczędności i by uniknąć przeciążania hut wykorzystano dla odbudowy mostu zdekompletowane poniemieckie przęsło z mostu w Krzyżu. W trakcie uroczystości otwarcia Min. Rabanowski wręczył przodownikom pracy spośród załogi zajętej przy odbudowie mostu nagrody pieniężne oraz 20 dyplomów honorowych. Dzięki odbudowie tego mostu, zamiast trzech par pociągów, jak dotychczas, będzie można połączyć Śląsk ze Szczecinem 24 parami pociągów towarowych na dobę. Co to oznacza dla naszego eksportu węglowego i dla zaopatrzenia hut w potrzebne surowce, nie potrzeba tłumaczyć. Most ma również wielkie znaczenie lokalne, uzupełnia bowiem połączenie Ziemi Lubuskiej w kierunku północ-południe, którego to połączenia brak było dotychczas.
W tekście występują oryginalne nazwy miejscowości jak Nietkowiec czy Czerwińsk. Zdjęcie ministra Rabanowskiego pochodzi ze strony Wikipedia, natomiast fotografie mostu wykonał nasz Przyjaciel strony Robert Harber.


Lis 122020
 

Robiąc kwerendę różnych dokumentów w różnych archiwach w Głosie Wielkopolskim znaleźliśmy artykuł ppor W. Rodziewicza pt Osadnictwo wojskowe na ziemiach odzyskanych zamieszczony w czwartek 23 sierpnia 1945 roku. Warto też wspomnieć, że Głos Wielkopolski ukazuje się nieprzerwanie od 16 lutego 1945 roku. Pierwszy numer ukazał się jeszcze w czasie bitwy o Poznań.

Archiwalne wydania Głosu Wielkopolskiego znajdują się w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej i tam też znaleźliśmy ten artykuł. Cały artykuł na zdjęciu w galerii.

grupa operacyjna z jednostki ob. Kurenkowa, złożona z 20 osób operująca w powiecie Krosno pod dowództwem por. Szlapińskiego wybrała dwie wsie Duży Kwiatowiec i Strasburg, gdzie zabezpieczyła 13 koni, 41 krów, 66 świń, 318 kóz, 3232 krzeseł, 939 szaf, 1037 stołów, 1377 łóżek, 134 maszyn do szycia, 45 sieczkarń, 35 młockarń, 7 żniwiarek, 28 pługów i wiele, wiele innego dobytku. Zabezpieczywszy gospodarstwa grupa por. Szlapińskiego przystąpiła do sprowadzenia rodzin…

Kwi 062020
 

Miło nam poinformować, że prawybrzegodry.com już kilka razy przyczynił się do zgłębinia poszukiwań genealogicznych jednak tym razem Pani Marzna opisała powiązania swojej rodziny i poszukawania, które budzą podziw determinacji i skrupulatności. Może, ktoś pomoże albo naprowadzi na nowy tropw poszukwaniach genealogicznych.

Basia Rakowski z Wielkiej Brytanii, z którą koresponduję jest żywą, namacalną historią to wiem, natomiast moje poszukiwania genealogiczne chyba nie są aż takim ciekawym tematem.

Co do Basi, to połączyły nas drzewa na Myheritage i Geni. Napisała kiedyś do mnie, że mamy w drzewie te same osoby i od tego zaczęła się nasza korespondencja. Dopiero po wielu mailach okazało się, że łączy nas w pewien sposób Jozef Kancelarczyk, jeden z pierwszych repatriantów w Nietkowicach i mój dziadek Stanisława Greczycho. Zacznę jednak od początku.

Wiem, że w Niedźwiedzicy urodzili się jej dziadkowie, brat Alfons i siostra Jadzia ( rocznik 1924 ), która zresztą jeszcze żyje. Jej mamą była urodzona w Niedźwiedzicy w 1903 r., a zmarła w 1993 r. Maria Wałdoch z d. Kancelarczyk), córka Stefana Albina Kancelarczyka i Ewy z d. Plaskacewicz. Ojcem był Franciszek Wałdoch, który w czasie wojny przybył tu z wojskiem, potem wstąpił do Policji i w związku z tym był przenoszony z miejsca na miejsce ( pochodził z Pomorza). Franciszek poznał Marię w czasie swojej służby w Niedźwiedzicy. W 1921 r. wzięli ślub, a w 1922 r. urodził się Alfons Wałdoch, dwa lata później Jadwiga. W Niedźwiedzicy przebywali do około 1928 r., potem mieszkali w Lachowiczach, Baranowiczach, w końcu w Nieświeżu, gdzie Franciszek został, jak pisała Basia ” przodownikiem Policji”. Myślę, że chodzi jej o komendanta. Basia nie zapomniała polskiego języka, ale niekiedy pewne słowa sprawiają jej niejaką trudność. W 1933 r. na świat przyszedł Ryszard Wałdoch. Franciszek został aresztowany 29.09.1939 r. w Nieświeżu, zabrany do więzienia w Mińsku i skazany prze OSO przy NKWD na 8 lat łagrów. Marię z trójką dzieci wywieziono w kwietniu 1940 r. Jechali dwa tygodnie w pozamykanych wagonach nie wiedząc dlaczego ich zabrano i dokąd ich wiozą. W trakcie tej podróży w wagonie urodziła się Basia. Potem grupami rozwożono poszczególne rodziny do różnych miejscowości. Maria z dziećmi ostatecznie trafiła do posiołka Ilinka,pow. Jawlenka, woj. pietropawłowskie  w północnym Kazachstanie. Nie wiedziała, czy jej mąż żyje.

Dalej fragment z opowieści Basi w oryginalnej pisowni:

30.07.1941 Generał Sikorski i ambasador Iwan Maiski podpisali pakt dając amnestię wywiezionych Polakom i pozwolenie sformować wojsko Polskie na terenie Rosji. Mój tata uwolniony jakoś odnalazł nas, jak nie wiem ale  w podróży szukania tego  wojska odwiedził nas i dopiero dowiedział się że ma jeszcze jedną córkę. Dotarł do Totskoye dołączył się do 6tej  Kompanii żandarmejskiej. Zaraz starał się o przepustkę dla mamy i nas do wyjechania, ale żeby opuścić kołchoz i wyjechać mama musiała dostać udostovierenya od NKWD na podstawie, że ona i jej dzieci idą jako ochotnicy do wojska,dobrze że NKWD nie sprawdzili, że ja miałam nie całe 2 lata a Rysio 9. Starszy brat już miał 19 i uciekł wcześniej sam i dotarł do Polskiego Wojska. Nie będę opisywać jak trudna była droga przez Rosję do Iranu a potem do Indii (cywilni kobiety i dzieci) a wojsko na Środkowy Wschód brać udział w wojnie.Tysiące polaków w tej drodze z obozu do obozu zmarło, już byli wyczerpani chorobą i głodem i ciężką podróżą. 

Chciałam to połączyć z tym Kancelarczykiem co wrócił ale nie został w Polsce. Dużo Polaków któży nie mieli krewnych w tym nowym Polskim Wojsku nie dostali pozwolenia wyjazdu  a do Polski wyjazdy dopiero dużo później po wojnie były dozwolone wtedy Polacy zaczęli wracać z Rosji do Polski, ale wiele z nich już tam się ożenili. Pani która z mamą i córeczką była wywieziona z Nieświeża. Jej mąż był policjantem pod moim ojcem,  był jeden z tych zastrzelonych w Katyniu. Ona dopiero w 1946 roku mogła wrócić do Polski i dowiedziała się o losie męża. 

Jeśli chodzi o Kancelarczyka, który wrócił, ale nie został w Polsce, to Basia ma na myśli brata mojej babci Karoliny Greczycho z d. Kancelarczyk, który był zesłany w czasie wojny na Syberię, tam się ożenił z Rosjanką. W latach 50-tych przyjechał z żoną do Nietkowic, ale ona nie mogła się tu zaaklimatyzować i wrócili do ZSRR. Mówili na niego ” Paborec”, cokolwiek to znaczy i zapewne chodzi o Piotra Kancelarczyka ur. w 1893 r. w Niedźwiedzicy, bo jego akt urodzenia udało mi się zdobyć. Może w Nietkowicach jest ktoś, kto go skojarzy, bo te wiadomości uzyskałam od mojej kuzynki Ireny Frąckiewicz ( Greczycho), ale ona tylko tyle pamięta.

W Niedźwiedzicy urodzili się jeszcze czterej bracia Marii ( mamy Basi) oraz trzy siostry ( przynajmniej o tym rodzeństwie mamy Basia wie). Tutaj pojawia się historia związana z Nietkowicami, bo Józef Kancelarczyk ( brat Marii ur. w 1892 r., zm. w 1972 r. w Nietkowicach) razem z moim dziadkiem Stanisławem Greczycho przybyli po wojnie jako jedni z pierwszych repatriantów do Nietkowic. Józef był świadkiem na ślubie moich dziadków w Niedźwiedzicy w 1923 r. razem z Adamem Kolesińskim. Był też świadkiem na ślubie swojej siostry Marii z Franciszkiem Wałdochem w 1921 r. w Niedźwiedzicy razem z Adamem Chodorem.

Tak więc nazwiska Kancelarczyków jakoś nas z Basią łączą, ale ja ciągle nie mogę znaleźć tego bezpośredniego punktu stycznego.

Tu może trochę opiszę ” swoich” Kancelarczyków i Greczychów. Moja mama Zofia Strawa ( ur. w 1932 r. w Niedźwiedzicy) jest córką Stanisława Greczycho ur. w 1898 r. w Niedźwiedzicy ( syn Józefa Greczycho i Rozalii Lewonow) oraz Karoliny Kancelarczyk ur. w Niedźwiedzicy w 1903 r. (córka Edwarda Kancelarczyka i Anieli Chodor). Mamy rodzeństwo to Kazimierz Greczycho ur. w Niedźwiedzicy w 1930 r. ( ten, który ożenił się po wojnie z Zofią z d. Orzeszko) oraz Józefa Pożeżyńska ( ur. w 1926 r. w Niedźwiedzicy). Ciocia Józia poślubiła w Nietkowicach osadnika wojskowego Edwarda Pożeżyńskiego, fotografa, który przy okazji kino obwoźne w Nietkowicach i okolicy prowadził. Wujek Edek urodził się w 1929 r. w Brześciu nad Bugiem.

Jeśli chodzi o Kancelarczyków Basi, to jej mama Maria miała jeszcze ( tak jak pisałam wyżej) czterech braci i trzy siostry. Karolina zginęła w czasie pierwszej wojny światowej, Józefa została w Niedźwiedzicy, brat Jan osiedlił się w okolicach Górek Noteckich, siostra Anna Taurogińska już jako wdowa osiedliła się z dwoma synami także w okolicach Górek Noteckich. Adam ożenił się w Niedźwiedzicy z Zofią. Po wojnie Zofia została w Niedźwiedzicy z dziećmi Janem i Marysią. Marysia wyszła za mąż za Białorusina. Adam osiedlił się po wojnie w okolicy Górek Noteckich. Tu ożenił się raz jeszcze. Wincenty “Vinek” po wojnie zamieszkał w Karsku koło Barlinka. Ożenil się, ale zmienił nazwisko z obawy przed aresztowaniem. Był jeszcze Stanisław, ale podejrzewano, ze nie jest synem Stefana tylko jego brata. Stanisław wyemigrował i nie wrócił. Pozostawił żonę Marię i syna Jana, którzy osiedlili się w Chociulach. Józef natomiast wyemigrował w 1929 r. do Kanady, ale wrócił do żony Józefy z d. Szwal i dwóch synów Bronka ( 1926 r.) i Staszka ( 1931 r.). Właśnie oni po wojnie zamieszkali w Nietkowicach.

Z dzieciństwa pamiętam wujka Staszka, bo moi rodzice spotykali się z nim i jego żoną dość często w Zielonej Górze. Udało mi się ostatnio zdobyć adres wujka, ale niestety z jego pamięcią jest już bardzo kiepsko. Jego żona ma bardziej sprawny umysł, ale jestem dla nich jakby trochę obca. Wujek wcale mnie nie pamięta, a jego żona coś tam tylko sobie przypomina. Przyjęli mnie w przedpokoju, obiecali zadzwonić i tyle. Myślę, ze to może być dla mnie trop i możliwość znalezienia tego “styku”. Na razie brakuje mi pomysłu jak dotrzeć do ich wspomnień, a Basia ma wielkie oczekiwania z tym związane. Ona ma zdjęcia wszystkich swoich wujów i ciotek, poza właśnie Józefem Kancelarczykiem, ojcem wujka Staszka.

Jeśli chodzi za to o zdjęcia, to właśnie powędrowały do Nietkowic niezwykle okrężną drogą do opisu. Pierwsze ma dopisek Nietkowice, Święto Lasu, 1947 r. Właśnie odebrałam od fotografa trochę podrasowane zdjęcie, ale dalej niewiele widać. Może tam gdzieś jest ten upragniony Józef.

Pozdrawiam

Marzena Strawa

 

 Zamieszczone przez o 20:21
Lut 272020
 

Po półrocznej przerwie wracamy do publikacji. Może nie będą one z tygodniową częstotliwością jak kiedyś ale niech nie zmyli Was nasz letarg. To jest nasza Pasja a najważniejsze są jednk nasze rodziny i to im poświęcamy czas. Działamy, może poza kulisami ale ciągle „do przodu”.
W Archiwum Państwowym w Zielonej Górze wyszukaliśmy kolejne wspomnienia osadnika wojskowego, tym razem z Nietkowic. Wielka siła Facebooka spowodowła, że mamy zdjęcia od wnuka ów osadnika i mamy ciekawy artykuł z najbardziej mrocznych (według nas) lat 1945-46.

Ogłoziński Władysław s. Stefana, ur. 28.VIII.1921 w Niewierszyn, II Armia 75PAPL (kanonier)

Relacja kombatancka: Organizacja osadnictwa wojskowego przez wydzielony oddział 75 PAL.II-j AWP. w Lesznie WLKp. w pow. Krośnieńskim n/O – w Nietkowicach, Brodach, Bródkach i Pomorsku.

Wspomnienia z przebiegu organizowania osadnictwa wojskowego

Po zakończeniu działań wojennych nasza jednostka wojskowa została wycofana z Niemiec na garnoizon do miejscowości Leszno Wlkp. W miesiącu czerwcu 1945r. wydzielony został z pułku osobny oddział, do którego i ja należałem z zadaniem organizowania osadnictwa wosjkowego na Ziemiach Odzyskanych. Oddział liczył około 30 osób, a dowódcą jego był ppor. Szlapiński. Wyjechaliśmy w te okolice, gdzie jednostka nasza była formowana /Garwolin, Ryki, Dęblin i okolice/, gdyż każdy z żołnierze miał tam rodzinę i znajomych, wśród których rozpoczęliśmy agitację do wyjazdu, opowiadając o tym co sami widzieliśmy nad Odrą i Nysą i czego dowiedzieliśmy się od naszych przełożonych o przyszłości osadnictwa na tych ziemiach. W ciągu tygodnia zebraliśmy około setki osób chętnych do wyjazdu /sam zabrałem ze sobą mojego ojca z Dęblina/ z tym, że w każdej rodziny jechała przeważnie tylko jedna osoba z workiem lub drewnianą walizką, aby jak mówili zobaczyć jak to jest naprawdę na tych Ziemiach Odzyskanych.

Trzema wagonami towarowymi dojechaliśmy w ciągu czterech dni w pierwszych dniach lipca 1945r. do stacji w Czerwieńsku, skąd na piechotę udaliśmy się do wsi Brody /prom na Odrze był już czynny obsługiwany przez Niemców/. Na osadnictwo wojskowe dla naszej jednostki wynaczone były cztery wsie: Pomorsko, Kwiatowiec /dzisiejsze Brody/, Bródki i Nietkowice. Osiedlanie nowoprzybyłych odbywało się w ten sposób, że przyszły osadnik wybierał sobie w którejś z w/w wsi gospodarstwo i otrzymywał natychmiast od dowódcy naszego oddziału przydział na piśmie, natomiast na drzwiach tego domu przylepiana była kartka z napisem: „zajęte – osadnik wojskowy”. Wspólnie z ojcem zajęliśmy sobie gospodarstwo we wsi Nietkowice. Jeżeli w domu, który wybrał sobie osadnik była jeszcze rodzina niemiecka, to zostawiano dla niej tylko połowę domu, a drugą jego część zajmował osadnik. Nasz oddział zajął się tymczasem zabezpieczeniem warunków bytowych przybyłych osadników. Cały pozostały w tych wsiach żywy inwentarz /krowy, kozy, świnie, kury itp./ zgromadzony został w jednym miejscu w Brodach i pilnie przez nas strzeżony przed kradzieżą i różnego typu szabrownikami, którzy już zaczęli pojawiać się w tych okolicach. Wydzielone z oddziału patrole żołnierzy objeżdżały na rowerach cały powierzony nam teren osadnictwa zatrzymując osoby podejrzane i odbierając im przedmioty pochodzące z szabru.

Odbierane przedmioty /najczęściej odzież, pościel, meble, maszyny do szycia, narzędzia i maszyny rolnicze/ składane były do magazynu, skąd następnie wydawane były osadnikom i ich rodzinom. Do opieki i wypasu zgromadzonego inwentarze żywego zatrudniona została część pozostałej ludności niemieckiej. Nikt im za to nie płacił, jednakże było im wydawane np. mleko, szczególnie dla rodzin posiadających małe dzieci. W międzyczasie w odpowiedzi na listy osadników zaczęły przybywać do nich rodziny, które często przywoziły ze sobą swoich znajomych. W tej sytuacji dowódca naszego oddziału uznał, że zgromadzony inwentarz żywy należy rozdzielić wśród osadników. Wspólnie z ojcem otrzymaliśmy m.in. wtedy jedną krowę i jedną świnię.

Był początek sierpnia, kiedy wszystkich wolnych od służby żołnierzy naszego oddziału dowódca skierował do koszenia i przężyta, czemu nie mogli kosami podołać sami osadnicy. W październiku 1945r. odprowadziliśmy pozostałą ludność niemiecką /łącznie kilkaset osób/ do granicy w Gubinie, gdzie przekazaliśmy ich władzom radzieckim. Ponieważ wśród wysiedlanych było wiele dzieci i osób w podeszłym wieku /swój zabrany dobytek wieźli na wózkach i taczkach/ droga do Gubina /około sześćdziesiat kilometrów/ zabrała nam prawie cztery dni. Niektórzy z osiedlonych wówczas żołnierzy /moich kolegów/ mieszkają tam dotychczas np. Stanisław Dąbek i Henryk Gągała w Nietkowicach, Zieliński w Pomorsku, nie żyją już Mieczysław Lasek i Kobusiński, którzy mieszkali w Nietkowicach. Po demobilizacji /20.II.1946r./ mojego rocznika wróciłem z Leszna Wlkp. na gospodarstwo do Nietkowic, gdzie w tym czasie przebywała już cała moja rodzina.

 Zamieszczone przez o 21:25
Mar 012019
 

Wspomnienia Jana Messyasza odbiły się mocnym echem, dlatego chcemy przedstawić poezję, którą pisał bohater wspomnień. Będąc na emeryturze ostatnie lata życia Jan Messyasz spędził w Domu Zbowidowca, gdzie miał czas na przemyślenia i na pisanie.
Wnuczka Pana Jana Messyasza przekazując nam zdjęcia i tą poezję powiedziała, że był to człowiek, który lubił żartować i mówić rymami. Taka jest poezja – można rzec, że satyryczna. Jeszcze raz dziękujemy wnuczce Pani Katarzynie.

Nowy Hymn Polski

Jeszcze Polska nie zginęła

Bo jeszcze żyjemy

Ale w takim dobrobycie 

Niedługo zdechniemy.

Nie ma mięsa, masła, jajek

zniknęła słonina

Trzeba będzie chyba z głodu

Jeść dzieła Lenina.

Zawiedziony, wygłodzony

Naród się buntuje 

Wnet na władzę towarzyszy

Pięści pokieruje.

Mówił Gierek do swej Stasi

Drżący i ponury

Słuchaj, ponoć Naród chce się

dobrać nam do skóry.

Już za sobą lat 35

mamy demokracji

Ale cukier wciąż na kartki

jak za okupacji.

Wszystkie ceny nasze władze

ciągle podwyższają

Regulując co nam dali

zaraz odbierają.

Marsz marsz Polacy

Bez jedzenia do pracy

Pod partii przewodem

rząd zamorzy nas głodem.

Cóż nam z tego, że wszedł Kania

Na wysoki stołek

Gdy musimy z oszczędności

W tyłek wbijać kołek

Chociaż sami ledwo, ledwo

Już dyszymy z głodu

Naszym mięsem odżywiamy

Przyjaciół ze Wschodu.

Naród musi poznać prawdę

Jak wygląda ona

W tym przypadku i stu Kani

Cudów nie dokona.

Za granicę za pół darmo

wszystko oddajemy

kapitalizm się bogaci

a my biedniejemy.

Skutki tego dobrze widać

i każdy to przyzna

w Polsce zamiast dobrobytu

Jest głód i drożyzna.

Rząd ma także i sukcesy

przyznać im to trzeba

w Polsce można bez kolejki

dostać się do Nieba.

Gdy się trochę zastanowisz

To przyznasz po chwili – racja

Nie o taką przecież Polskę

Nasi ojcowie walczyli.

Jeden Polak jest Papieżem

Drugi siedzi przy Carterze

Kilku przed Breżniewem klęczy

Reszta w kolejkach się męczy.

Ojcze Święty Pawle Drugi

spłać za Polskę wszystkie długi

Czy to w lirach czy w dolarach

Bo się Polska nam rozwala.

Pomóż aby w siłę rosła

Miała wodza a nie osła

Mamy już po dziurki w nosie

To moskiewskie nienażarte prosię

Wszystkie kraje ssie jak może

a najwięcej – Polskę, Boże !

Messyasz Jan

Dom Zbowidowca

pawilon”A”

ul. Lubuska 11/107

65-265 Zielona Góra

Wspomnienia

na dzień XXXV rocznicy Ludowego Wojska Polskiego

Trzydzieści pięć lat wspomnień spod Lenina aż do Berlina

Polski żołnierz przy boku Armii Radzieckiej kroczył.

Doznawał chłodu i głodu, krwią broczył.

Były ciężkie działa, armaty, pociski się rozrywały,

szarpiąc ludzkie ciała i szaty.

Żołnierz polski czuwał przy karabinie maszynowym w ubogim mundurze,

nakryty płaszczem-pałatką, wiatr przewiewał po jego wychudłej skórze.

Czekał na rozkaz szturmować wroga.

Przyszedł czas – nastąpiła trwoga. Hitlera niedługo cholera ciśnie

Polski żołnierz u boku Armii Radzieckiej okazał swe męstwa.

Wyszła na ulice staruszka, podniosła ręce do nieba – krzyknęła !

Wolna Ojczyzna, wolna Warszawa kochana, wolne więzienia, gnębione obozy

krematoria, męczeństwo. Cała polska ziemia była łzami i krwią zalana

A na Dzień Zwycięstwa już wyrosła trawa zielona. Kroczyły Pułki wyzwalające:

Kraków, Łódź, Poznań, Pomorze

Hitler ze złości rwie włosy na głowie i spać już nie może.

II Polska Armia forsuje Odrę i Nysę Łużycką,

zdobywa Rottenburg, ale do Berlina nie jest blisko.

Toczą się walki pod Budziszynem, Dreznem i Łabą

Hitlerowi zrobiło się całkiem słabo. Polscy żołnierze dotarli do hitlerowskiej skóry.

Dnia 8-go maja wszyscy hitlerowscy faszyści uklękli na kolana w Berlinie, podnieśli ręce do góry !

Polski żołnierz stanął na granicy: Odrze i Nysie Łużyckiej. Ku chwale ojczyzny uprawia prastare piastowskie hektary, chociaż zmęczony wojną i jest już stary.

Pokolenie polskich żołnierzy i weteranów buduje domy, fabryki, szkoły i świetlice, do których przychodzi dziatwa mała i miłe dziewice.

Polski żołnierz wolności zdobył sławę trzydzieści pięć lat temu na polu chwały.

A nad Polska Ludową szerokie rozłożył skrzydła Orzeł Biały.

Na tę rocznicę rozbrzmiewa wielka sława, że jest odbudowana stolica wielka Warszawa.

My polscy żołnierze weterani włożyliśmy wytężony zwycięstwa trud za Wolność i Lud.

Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, polski my Naród, polski ród.

Opracował i napisał ogniomistrz II-ej Armii Ludowego Wojska Polskiego.

III-a Dywizja 69 Pułku Artylerii Przeciwlotniczej, III Bateria

Jan Messyasz ur. 12.05.1897 r. w Makowiskach woj.częstochowskie.

(,,,,,,,,,,,,podpis nieczytelny).

Lut 152019
 

Będąc ostatnio w Archiwum Państwowy w Zielonej Górze udało natrafić się na archiwalne wspomnienia weteranów II Wojny Światowej, które spisywali w latach 60-,70-, i 80-tych. Wśród nich byli też mieszkańcy naszych wiosek. Przedstawiamy wspomnienia Jana Messyasza z Nietkowic. Pisownia oryginalna. Dziękujemy za pomoc Pani Halinie Węgrzyn, która „rozszyfrowała” dla nas nieczytelne pismo. Wspomnienia wzbogaciła zdjęciami i dokumentami wnuczka Pani Katarzyna.

RELACJA KOMBATANCKA
MESSYASZ JAN SYN WALENTEGO UR. 1897 RELACJĘ ZŁOŻONO DN. 24.06.1977
TEMAT: LWP – II ARMIA
RELACJĘ PRZYJĘŁA KOMISJA HISTORYCZNA PRZY ZARZĄDZIE KOŁA MIEJSKIEGO ZBOWiD W ZIELONEJ GÓRZE DN. 24.06.1977

RELACJA KOMBATANCKA /ankieta/

Pochodzenie – chłopskie
Data i miejsce urodz. – 12.05.1897
Zawód i miejsce zatrud. – urzędnik pocztowy, ochrona mienia PKO
Przynależność do organ. – ZSL, ZBOWiD
Działalność społeczna – ławnik sądowy,
Działacz Społeczny ZSL (prezes – skarbnik Nietkowice)
Środowisko kombatanckie – II Armia LWP
Działalność kombatancka – wrzesień 1944 – 69 PAP, plutonowy ogniomistrz – instr. chemii zdemobilizowany 16.09.1945
Posiadane odznaczenia – złoty krzyż zasługi 6.II.1970, medal za Berlin 9.V.1969, Odra Nysa Bałtyk 27.8.1945 Za Pabiedu 9.V.1946 Za zwycięstwo i wolność 1946 Brązowy za zasługi obronności 1946 Relację kombatancką przyjął, dnia 22.06.1977 r.

Relacja kombatancka
Kol. Messyasz Jana
Wcielony zostałem do 69 Paplot (Pułk Artylerii Przeciwlotniczej), dnia 12.9.1944 r w Garwolinie. Miejsce postoju pułku Abramowice koło Majdanka. D-cą pułku był w stopniu majora oficer Radziecki Agurejew. Szefem Sztabu był major Chantonow. Przydzielony zostałem do 3-ciej baterii 3-go dywizjonu na stanowisko szefa baterii w stopniu plutonowego. Następnie skierowano mnie na szkolenie instruktorów chemików, który trwał 6 tygodni. Po skończeniu kursu szkoliłem żołnierzy baterii w zakresie chemicznym. Po rozpoczęciu ofensywy styczniowej w 1945 r. Pułk został przeznaczony do ochrony przeciwlotniczej mostów w Warszawie. W tym czasie nalotów niemieckich na mosty nie było. Następnie w końcu stycznia 1945 pułk został skierowany do Łodzi, gdzie bateria osłaniała zakłady przy ul. Daszyńskiego. W lutym 45 pułk został skierowany do Poznania do osłony dworca głównego i zakładów przemysłowych. A nasza bateria osłaniała tory kolejowe w kierunku Wrocławia. Na początku marca 1945 r skierowano pułk do Gorzowa Wlkp, gdzie jak pamiętam osłanialiśmy dworzec kolejowy. W dalszym ciągu dyslokowano pułk w rejon Kostrzyna, a następnie do Oleśnicy koło Wrocławia, gdzie przybyliśmy początkiem kwietnia. Pułk osłaniał dworzec i węzeł kolejowy. W dniach 13 – 14.4.1945 pułk skierowany został w rejon Zgorzelca z zadaniem wzięcia udziału w ofensywie w dniu 16.04.45r. W dniu 16.04.45 o godz. 4.40 rozpoczęła się ofensywa a następnie pułk przeprawił się na drugą stronę Nysy. Bateria nasza brała udział w przygotowaniu ogniowym do natarcia. Bateria bez strat dotarła do Rottenburga następnie w okolice Budziszyna. Pamiętam, że w godzinach wieczornych bateria i pułk nasz przechodził przez palący się Budziszyn. Po przejściu Budziszyna dowiedzieliśmy się, że jesteśmy odcięci i znajdujemy się w okrążeniu. W czasie natarcia bateria nasza zniszczyła jeden czołg w strzelaniu na wprost. Nasza bateria z powodu braku dowozu amunicji posiadała tylko cztery pociski. W tym czasie bateria nasza poniosła straty: 3 zabitych i kilkunastu rannych od pocisków artylerii niemieckiej. Nie pamiętam kiedy, ale przypominam sobie, że spotkaliśmy wycofujących się żołnierzy 26 p.p . Wspólnie zorganizowano obrony osłaniając i nasz pułk i nieprzyjacielskie ataki zostały powstrzymane. Obrona trwała około 2 dni. Następnie przyszły na pomoc wojska Radzieckie, które odparły nieprzyjaciela. Po trzydniowym odpoczynku z jednostkami II Armii przeszliśmy do Pragi Czeskiej, gdzie przebywaliśmy dwa dni. Następnie nasz pułk skierowany został do Neustadt, gdzie zastała nas kapitulacja. Po dwu tygodniach pułk przeniesiony został do Garnizonu w Lesznie Wlkp. W czasie walk bateria nasza posiadała następujące uzbrojenie: 4 działa p.plot 37mm, żołnierze wyposażeni byli w Kb i pepesze. Żołnierze na baterii nie posiadali hełmów. Z żołnierzy którzy służyli ze mną w czasie wojny pamiętam: plutonowy Jurewicz Stanisław, szeregowy Kobusiński Kazimierz, szeregowy Sobiech Władysław. Posiadam zaświadczenie wydane przez d-cę 69 paplot Nr 30/31 z dnia 17.03.1945 o mianowaniu mnie do stopnia ogniomistrza. Po przybyciu jednostki do Leszna w m-cu lipcu 1945 r skierowany zostałem jako magazynier wraz z 20 żołnierzami na akcję żniwną do miejscowości Hammer (obecnie Radzyń) koło Sławy Śląskiej. Część żołnierzy baterii zajmowała się żniwami a ja z żołnierzami magazynowałem zboże w barakach po jeńcach wojennych. Jak pamiętam przyjąłem do magazynowania około 40 ton zboża, które przekazałem administracji miejskiej w Sławie Śląskiej. Po zakończeniu akcji żniwnej zostałem zdemobilizowany w dniu 16.09.1945 r. Po zdemobilizowaniu przybyłem do Nietkowic powiat Krosno n/Odrą jako osadnik wojskowy. Po przybyciu do Nietkowic uruchomiłem punkt sprzedaży artykułów reglamentowanych a w sierpniu placówkę tj. Agencję Urzędu Pocztowego. W późniejszym okresie pracowałem w różnych zakładach w Zielonej Górze biorąc udział w różnych pracach społecznych.

Wywiad z Kol. Janem Messyaszem z Nietkowic odnośnie uzupełnienia danych do jego wspomnień z okresu walki II Armii Woj. Polskiego

Kol. Jan Messyasz był żołnierzem 69 pułku artylerii przeciwlotniczej pod dowództwem pułkowym majora Agurejewa, a szefem sztabu był major Charłamow, naszym dowódcą plutonu był pomocnik Kondakow. Kol. Messyasz był wówczas jeszcze plutonowym, a później otrzymał nominację na ogniomistrza w dniu 17.03.1945r. Nysę Łużycką forsował w nocy z 15/16 kwietnia 1945r, o godz. 4.40 w rejonie Żary – Żagań. Po sforsowaniu Nysy szli dalej w kierunku Budziszyna. Zawieszenie broni zastało go w mieście Neu-Stadt. Zdemobilizowany zostaje dnia 16.09.1945 i osiedla się w Nietkowicach, gdzie dotąd mieszka. W 1946 w Nietkowicach organizuje przedszkole przy współpracy Ob. Szrefel Józefy, Dybowskiej Zofii, Bykowskiej Anny, osoby te również osiedliły się w Nietkowicach. Jeszcze w roku 1946 w czerwcu zorganizuje, po przeszkoleniu, agencję pocztową w Pomorsku. Naczelnikiem obwodu pocztowego w Krośnie był wówczas ob. Borkowski Jan, obecnie zamieszkały w Puszczykowie pod Poznaniem. Z okresu przed kampanią na Berlin Kol. Jan Messyasz pracował na poczcie w Warszawie od 1923 roku do 20 lipca 1944, kiedy to porzucił pracę na poczcie i uciekł na prawy brzeg Wisły, gdzie już były wojska radzieckie i polskie. Dnia 12-go września 1944 został wcielony do wojska. Kol. Jan Messyasz z opisanego okresu posiada: 1/ zdjęcia, 2/ dokument nominacyjny, 3/ dokument odznaczenia radzieckiego. Powyższy wywiad przeprowadzono w dniu 1 maja 1971 r.

podpis nieczytelny

Jan Messyasz zmarł 22.01.1983 roku i swoją ostatnią wolą został pochowany na jednym z warszawskich cmentarzy









Cze 232018
 

Dzięki uprzejmości Sebastiana Gołębiewskiego pragniemy podzielić się „zdjęciami porównawczymi” jak Nietkowice wyglądały przed II Wojną Światową a jak współcześnie. Pan Sebastian mając najczęściej stare niemieckie widokówki przedstawiające charakterystyczne miejsca w Nietkowicach próbował te same miejsca oddać na swoich fotografiach. Czarno-białe współczesne zdjęcia nadają specyficzny klimat. W obróbce zdjęć pomagała Sandra Nowak. Miłego oglądania i porównywania szczegółów.

Cze 152018
 

Opublikowaliśmy już artykuły o cmentarzach w Pomorsku i Brodach to teraz przyszedł czas na Nietkowice. Także w zielonogórskiej bibliotece jest książka którą napisał oraz wykonał do niej zdjęcia ks. Robert Romuald Kufel pt. Cmentarze wyznaniowe do 1945 roku w granicach województwa lubuskiego. Tom II Powiat zielonogórski. Gminy Czerwieńsk i Nowogród Bobrzański

O wiejskim cmentarzu w Nietkowicach ks. Kufel pisze tak.

Cmentarz o powierzchni 0,63 ha, założony dla ludności protestanckiej, a położony w północnej części wsi, po prawej stronie drogi prowadzącej do Sycowic. Powstał w połowie XIX wieku na planie trapezu o granicach nieregularnie obsadzonych dębami. Był używany przez protestantów do 1945 roku.

Ks. Kufel nie wspomniał o najstarszym cmentarzu w Nietkowicach, który znajdował się naprzeciwko szkoły. Z niemieckich opisów wynika, że chowano tam arystokratów i bogatych właścicieli ziemskich z Nietkowic. Zdobione krypty i grobowce nie przetrwały wojennej zawieruchy i lat powojennych. Obecnie w terenie ciężko znaleźć ślady po tym cmentarzu. Uzupełniając opis ks. Kufla warto dodać informację o tajemniczych mogiłach, których wyjaśnienie zagadki opisane jest na zaprzyjaźnionej stronie www.sycowice.net . Jak ustalono tajemniczymi mogiłami, którymi opiekuję się dzieci ze szkoły są groby włoskich jeńców. Przebywali w Nietkowicach podczas II Wojny Światowej.

Zdjęcia cmentarza wiejskiego pochodzą z książki ks. Roberta Romualda Kufla pt. Cmentarze wyznaniowe do 1945 roku w granicach województwa lubuskiego. Tom II Powiat zielonogórski. Gminy Czerwieńsk i Nowogród Bobrzański

 

Adam i Andrzej

Mar 162018
 

Kościół w Nietkowicach

Przedstawiamy sylwetkę powojennego księdza proboszcza w parafii Nietkowice. Organ Urzędowy Kurii Biskupiej opublikował nekrolog z roku 1961 w „Gorzowskich Wiadomości Kościelnych”, który przedstawił nam życiorys księdza. Oraz dwie wzmianki o ważnych wydarzeniach dla parafii Nietkowice w „Gorzowskich Wiadomości Kościelnych” z 1960 roku, do których przyczynił się Ks. Wojciech Gąsior..

NEKROLOG – Śp. Ks. Wojciech Gąsior

W czwartek, dnia 1 grudnia 1960 r. o godz. 6-tej odszedł do wieczności Ks. Wojciech Gąsior, proboszcz parafii Nietkowice w dekanacie Zielona Góra.

Śp. ks. Wojciech Gąsior urodził się dnia 5 grudnia 1914 r. w pierwszych miesiącach wojny światowej w miejscowości Zajezie, należącej do wsi Dąbrowica, parafia Ślęzaki, w powiecie tarnobrzeskim.

Do szkoły powszechnej począł uczęszczać w roku 1921/22 w Ślęzakach. Uczył się bardzo dobrze, to też po ukończeniu szkoły powszechnej rodzice postanowili go oddać do Gimnazjum w Tarnobrzegu, do którego egzamin wstępny zdał z odznaczeniem. Dnia 10. VI. 1933 r. złożył egzamin z postępem bardzo dobrym.

Postanawia poświęcić się służbie Bożej w kapłaństwie. Wielki wpływ na ukształtowanie się powołania kapłaństwa miał Ks. Stanisław Robak, jego pierwszy duszpasterz wychowawca. Ponieważ podanie na teologię złożył za późno, musiał czekać na rok następny. W r. 1934 zostaje przyjęty do seminarium Duchownego w Przemyślu za rektoratu Ks. Jana Grochowskiego. Dnia 25. VI 1939 r. otrzymał święcenie kapłańskie z rąk Ks. Biskupa Fr. Bardy. W czasie studiów teologicznych umiera jego matka, Antonina – 7. IV. 1936 r. Śmierć jej przezył bardzo głęboko.

Placówki wikariuszowskie w diecezji przemyskiej: Rymanów, Krościenko Wyższe k/Krosna, Kombornia, Odrzykoń. W listopadzie 1947 r. na własną prośbę zostaje zwolniony przez ks. Biskupa Bardę do pracy w diecezji gorzowskiej.

W diecezji gorzowskiej pracuje najpierw w Słupsku na stanowisku prefekta szkół średnich. Zostaje także zaangażowany do pracy w Niższym Seminarium Duchownym w Słupsku, gdzie uczy śpiewu i łaciny i prowadzi chór seminarialny. Po jakimś czasie wyrobił w Seminarium dobry zespół śpiewaczy, z którym urządzał koncerty religijne w kościołach całego Pomorza Zachodniego.

W tym też czasie Administrator Apostolski ks. Inf. Nowicki zrobił go diecezjalnym referentem dla spraw muzyki kościelnej. Pracując na tym odcinku organizuje w Słupsku łącznie z Wydziałem Duszpasterskim pierwszy zjazd organistów diecezji. Na tym zjeździe był Ks. Administrator Nowicki oraz zaproszeni z fachowymi referatami: ks. Nowacki z Warszawy i ks. Mizgalski z Poznania. Nieco później zorganizował w czasie wakacji kurs dokształcający dla organistów w Gorzowie, który trwał 4 tygodnie.

Z powodu choroby opuszcza Słupsk a po podleczeniu się otrzymuje w zarząd parafię Trzemeszno Lubuskie dnia 2. II. 1953 r. Tu przeprowadza remont organów, buduje nowy ołtarz M. B. Nieust. Pomocy, przeprowadza misję parafialną i wprowadza Nieustającą Nowennę do M. B. Nieust. Pomocy. Szczególnie wiele troski poświęca dzieciom, wprowadza osobne Msze św. dla młodzieży i dzieci i czyni wiele wysiłków w kierunku rozśpiewania najmłodszych parafian.

Po przejściu bardzo ciężkiej choroby serca, w której nawet lekarze nie robili wielkich nadziei powrotu do zdrowia, obejmuje w lipcu 1957 r. parafię Polichno Stare w dekanacie gorzowskim. W tym czasie była to parafia świeżo utworzona, kościół parafialny był zaniedbany. Śp. Ks. Gąsior z wielką troskliwością doprowadza kościół do porządku. Przeprowadza gruntowny remont dachu, otynkowuje go z zewnątrz, maluje wewnątrz, sprawia nowe metalowe tabernakulum, nowe ornaty, obwodzi murem. Po kilku miesiącach jego pobytu w tej miejscowości kościół wygląda czysto, schludnie. Wykonanie tych wszystkich prac nie było łatwe. Polichno Stare jest maleńką parafią i o każdy grosz jest trudno.

Oprócz tej pracy wiele troszczy się o rozwój życia religijnego sród wiernych. Przeprowadza rekolekcje, często zaprasza obcych kapłanów z kazaniami i nabożeństwami.

Dnia 19. IX. 1959 r. przeniesiony zostaje do Nietkowic, dekanat Zielona Góra. Jest to parafia większa ale do obsługi duszpasterskiej bardzo trudna z powodu wielkiej terenowej rozległości. Zaraz na początku musi przeprowadzić gruntowny remont plebanii i budynków. Przez kilka tygodni mieszka u gospodarza. Myśli o wielu pracach w kościele, który wewnątrz pozostawia bardzo wiele do życzenia. Usuwa w kościele parafialnym po protestanckie balkony. Ma kłopoty z kościołami filialnymi, których jest kilka.

Ostatnio przeprowadza generalny remont organów. W dniu ich poświęcenia jest już bardzo chory, a nazajutrz zostaje z powodu ciężkiej choroby serca zawieziony do Szpitala w Sulechowie, a potem do Szczecina, gdzie umiera świadomie, śmiercią bardzo spokojną.

Śp. Zmarły miał wielkie nabożeństwo do Matki Boskiej od lat dziecinnych. Odziedziczył je po swojej matce.

Był muzykiem. Sprawy śpiewu liturgicznego i muzyki zawsze go żywo interesowały i we wszystkich kościołach, w których pracował przyczyniał się do podniesienia śpiewu kościelnego i gry organowej.

Pogrzeb odbył się w sobotę 3 grudnia 1960 r. Doczesne szczątki Zmarłego przywieziono ze Szczecina do Nietkowic. W pogrzebie wziął udział J. E. Ks. Biskup Ignacy Jeż. Mszę św. żałobną odprawił Ks. Kanonik Michalski Kazimierz dziekan z Zielonej Góry. Kazanie wygłosił Ks. Józef Anczarski Dyrektor Wydziału Duszpasterskiego. Na pogrzebie było 18 kapłanów z dekanatów: zielonogórskiego, gorzowskiego, rzepińskiego, krośnieńskiego. Krótkie przemówienie po Mszy św. wygłosił także J. Ekscelencja Ks. Biskup. Wiernych było bardzo wielu.

Po dokonaniu obrzędów pogrzebowych ciało śp. Ks. Gąsiora odwieziono autem do rodzinnej miejscowości – Zajazia – gdzie zostało złozone na odpoczynek do dnia zmartwychwstania.

Dobry Jezu, a nasz Panie, daj Mu wieczne spoczywanie.

Poświęcenie plebanii i budynku gospodarczego w Nietkowicach.

Staraniem ks. prob. Gąsiora wkrótce po objęciu przez niego parafii dokonano w Nietkowicach generalnego remontu plebanii, przłożono na niej dach i odbudowano zniszczony budynek gospodarzy. Poświęcenia plebanii i budynku gospodarczego dokonał ks. Józef Anczarski, dyrektor Wydz. Duszpsterskiego dnia 29. XII. 1959 r., który też wygłosił na sumie okolicznościowe kazanie.

Poświęcenie organów w Nietkowicach

W niedzielę dnia 30. X. 1960 r. odbyło się poświęcenie odremontowanych organów w parafii Nietkowice. Aktu tego dokonał ks. Józef Anczarski, który też odprawił uroczystą sumę. Okolicznościowe kazanie wygłosił ks. Józef Ferensowicz. Na organach grał miejscowy ks. proboszcz Wojciech Gąsior. Uroczystość poświęcenia organów zgromadziła do kościoła wielką liczbę wiernych.

Mar 052018
 

HURA JAROSŁAW STEFAN
[ГУРА ЯРОСЛАВ СТЕПАН]
(1898–1963)
Źródło: Zbiory ks. B. Pracha.

Otrzymaliśmy od prof. Igora Hałagidy biogram ks. Hury, jaki opracował do słownika biograficznego duchowieństwa greckokatolickiego, nad którym pracuje. Serdeczne podziękowania – będzie to znakomite uzupełnienie naszej dotychczasowej wiedzy, którą poznaliśmy w opisanym tu wcześniejartykule.

Ur. 14 VIII 1898 r. w Wólce Mazowieckiej pow. Hrubieszów, w chłopskiej (12 morgów ziemi) rodzinie Damiana i Emilii z d. Zaremba. Ukończył gimnazjum we Lwowie (18 III 1918 r.). W 1921 r. wstąpił do do Greckokatolickiego Seminarium Duchownego w Przemyślu, które ukończył w 1925 r. Wyświęcony został 15 II 1925 r. przez bp. Jozafata Kocyłowskiego. Przed święceniami ożenił się z Eugenią (z d. Fediw, data urodzenia nieznana) z którą miał troje dzieci: córkę Marią oraz synów Jerzego i Bogdana.

Po święceniach ks. Hura był wikariuszem w Jarosławiu (1925–1926), a następnie administratorem w Miżyńcu (1926–1928) i w Stubnie pow. Przemyśl (1928–1929). W l. 1929–1939 proboszcz w Tehlowie pow. Rawa Ruska, a później administratora parafii w Tudorkowicach pow. Sokal (1939?–1942?), w Krakowcu pow. Jarosław (1942–1944). Przeniesiony na terytorium AAŁ był administratorem w Jaworkach pow. Nowy Targ (10 II 1945–1947). Kapłan był aktywnym działaczem ukraińskim. Sympatyzował z OUN, zaś w czasie okupacji uczestniczył w pracach UCK. W 1945 r. był rozpracowywany z tego powodu przez NKWD.

W trakcie przesiedleń ludności ukraińskiej pozostał na swej parafii. Czynił starania o podjęcie duszpasterstwa w rzymskokatolickiej diecezji tarnowskiej, ale zakończyły się one niepowodzeniem. Ostatecznie w 1947 r. został wywieziony na ziemie zachodnie i północne w ramach akcji „Wisła”. Aresztowany w tym samym roku w Szczecinie (prawdopodobnie oskarżony o udzielanie posług religijnych ukraińskiemu podziemiu) i uwięziony. Zwolniony dzięki staraniom administratora apostolskiego ks. E. Nowickiego.

Po wyjściu na wolność ks. Hura został wikariuszem obrządku łacińskiego w Bobrowicach pow. Krosno Odrzańskie, a następnie administratorem w Nietkowicach w tym samym powiecie (od 13 IX lub – według innych źródeł – 18 VI 1948 r.). Aby objąć to stanowisko musiał rozstać się z żoną i córką, które mieszkały w Gorzowie Wielkopolskim. Nie powrócił już do obrządku wschodniego. Swoją posługę pełnił do 1959 r. Według niesprawdzonych informacji przez krótki okres był wykorzystywany operacyjnie przez bezpiekę jako TW, lecz brak na ten temat dokładniejszych informacji.

Ks. Hura zmarł 6 VI 1963 r. w Gorzowie Wielkopolskim i tam został pochowany. Po śmierci duchownego, jego żona i córka wyjechały do USA. Eugenia zm. w 1992 r. Chicago. Także dwaj synowie w nieznanych okolicznościach znaleźli się za granicą (Jerzy w USA, a Bogdan w Australii). O ich losach nie udało się zebrać żadnych wiadomości.

Translate »