Gru 202016
 

Pomorsko

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia przedstawiamy po części anegdotyczne wspomnienia Richarda Schwulke z Pommerzig, które były opublikowane w czasopiśmie Crossener Heimatgrüße.

Konsekwencje nauczania dobrych manier: nauczyciel rolnictwa wylądował na ławce cmentarnej

W połowie grudnia jak zawsze znowu zanurzyłem się pamięcią do roku 1921 w krośnieńskiej szkole rolniczej. Ponieważ w tym czasie byłem podoficerem z I wojny światowej przechodziliśmy z kapitanem swego rodzaju dyskusje na temat ludzkiej przyzwoitości.

Do szkoły rolniczej uczęszczałem w zimie w latach 1920-21 i 1921-22. Każdy semestr miał dwie piękne uroczystości. Były nimi uroczystość Świąt Bożego Narodzenia w grudniu, gdy udawaliśmy się na urlop i na koniec semestru wielkie przyjęcie pożegnalne, na którym absolwentom śpiewaliśmy piękną piosenkę „Nun zu guter Letzt geben wir Dir jetzt auf die Wand’rung das Geleite” życząc wszystkiego dobrego. W 1921 roku musiałem jako najstarszy z semestru zorganizować wraz z nauczycielem rolnictwa Weningiem Wigilię. Pan Wening i dyrektor pracowali wtedy tylko i wyłącznie w szkole rolniczej. Obaj wychowawcy uczyli na zajęciach rolniczych. Innych przedmiotów, takich jak niemiecki, arytmetyka i historii uczyli nauczyciele z innych szkół w mieście powiatowym. Nauka miała miejsce oprócz sobót przed i po południu.
Na uroczystości uczniowie zapraszali oczywiście rodziców i rodzeństwo. Szczególnie chętnie widziane na uroczystości – jako tancerki – były siostry uczniów.
Młody nauczyciel rolnictwa oczywiście chciał zrobić coś szczególnie dobrze, w końcu to była także jego pierwsza praca. Na tydzień przed Wigilią zaczął uczyć nas przyzwoitości. Próbował nam wpoić, że nie możemy faworyzować w tańcu tylko jednej młodej damy i ostrzegł nas zdecydowanie przed nadmiernym spożywaniem alkoholu. Był młodszy od nas starszych uczniów, którzy przez kilka lat braliśmy udział w wojnie i myśleliśmy że da nam spokój w zakresie nauki przyzwoitości. Któryś z nas powiedział o tym swojemu ojcu, który był znany ze swoich „ostrych” czynów. On tez wymyślił pewien eksperyment, który chciał wykonać na młodym nauczycielu.

Wtedy w lokalu, Viktoriagarten, pijany nauczyciel Wening upadł prosto na kolana przy barze. Obok niego stał podobno dość trzeźwy uwodziciel, kapitan rezerwy Joske, który mieszkał na drodze do Deutsch-Sagar. Wiedząc, ze będzie ją potrzebował zaparkował swoja dorożkę przed lokalem. Dyrektora jeszcze nie było ale widziałem już wielu uczni i gości. Zapytałem pana Joske co się stało i powiedział mi, że nauczyciel prawdopodobnie nie toleruje alkoholu, bo rzadko pije tyle co on (Joske). Domyśliłem się, że wypił alkohol wraz z narkotykami. Dla mnie było jednak najważniejsze aby schować pijanego młodego nauczyciela z pola widzenia oczekiwanego dyrektora. Dlatego poleciłem kapitanowi w stanie spoczynku aby wsadził pana Weninga szybko do swojego wozu i zabrał go do swojego mieszkania na Münchenstraße. Chętnie się zgodził. Z dwoma innymi uczniami przyniosłem chorego do wozu, a były oficer zabrał go. Joske nie zgodził się na więcej osób, bo nie było miejsca. Po stosunkowo krótkim czasie ex-kapitan znów pojawił się w Viktoriagarten, a jego wóz był z powrotem. Przytrzymałem go i zauważyłem, że w żaden sposób nie mógł tak szybko z hamulcem lub nawet z hamulcem płozowym zjechać ze wzgórza w mieście potem przez pół miasta, a następnie z powrotem pod górę. Gdy zrozumiał, że wiem, że to nie możliwe, Joske szepnął mi do ucha, że zostawił młodego nauczyciela na cmentarzu na ławce. Tam wkrótce obudzi go zimno, a następnie znajdzie drogę do domu. Postawiliśmy sprawę jasno, że jeśli od razu nie pojedzie na cmentarz i zabierze nauczyciela Weninga do domu to go pobijemy. Nie miał wyboru i skapitulował. Z dwoma towarzyszami sprawiliśmy, że pacjent znalazł się w swoim łóżku. W ten sposób zakończyły się dla młodego nauczyciela lekcje przyzwoitości na ważnej imprezie. Wszyscy jednak milczeliśmy na temat tej sprawy. Wreszcie uczniowie przystąpili do uroczystości świątecznych w harmonii i radości.

Tłumaczenie Adam i Janusz

Gru 122016
 
Brody

Brody

Kurt Kupsch z Groß-Blumberg w okresie 1982-1988 pisał dla „Die neue Oder-Zeitung” „Artykuły o historii żeglugi odrzańskiej”. Autor zebrał te artykuły i wydał w formie książki (w dwóch wydaniach). Były marynarz badał historię swojego cechu (zawodu) i jego migracji (pływania) po wschodnioniemieckich drogach wodnych. Artykuł ten pojawił się także w czasopiśmie Crossener Heimatgrüße.


Jeśli na przykład mieszkaniec Deutsch-Nettkow, Pollenzig, Rampitz Aurith przeczyta nazwę „Schill”  to powinien sobie przypomnieć: „Mały parowiec, którego często widywał”. A potomkowie Adolfa Otto i Karla Bretaga z Güntersberg oraz Maxa Stara z Fürstenberga dodatkowo powiedzą: ” Nasz ojciec (lub dziadek) byli przecież na nim kapitanem, bosmanem albo maszynistą.
To jest omawiany stosunkowo niewielki statek, który został zbudowany w 1908 roku w Stoczni Caesar Wollheim w Cosel koło Breslau dla berlińskiej Lloyd AG. Miał 15,44 m długości, 4,45 m szerokości i 1,55 m zanurzenia. Silnik parowy wykonywał pracę tak jak 100 koni. Należał do zwinnych i stabilnych typów ciągników, które często spotykano na wschodnich drogach wodnych, w Berlinie oraz w hamburskim porcie. Holownik został nazwany „Schill”, tak jak pruski oficer, który w 1807 roku odznaczył się w obronie Kołobrzega a w 1809 jego pułk huzarów bezskutecznie próbował wzniecić powszechne powstanie przeciwko Napoleonowi I. Schill poległ w Stralsundzie w ulicznej walce. Jedenastu jego oficerów karnie rozstrzelano w Wesel, a ponad 500 żołnierzy wysłano na francuską galerę. Tyle podaje encyklopedia o nim. Parowiec jeszcze do połowy 20-tych lat miał symbole berlińskiego Lloyd a potem czerwono-biało-czerwone Śląskiej Żeglugi. Połączenie tych dwóch firm w 1917 roku spowodowało powstanie praktycznie największego wschodnioniemieckiego przedsiębiorstwa żeglugowego. „Schill” został pierwotnie wyposażony bardzo skromnie i funkcjonalnie. Jednak akcja „Piękna prace” narodowosocjalistycznego Frontu Pracy w latach 30-tych doprowadziły do tego, że statek stał się lepszą kwaterą dla personelu, wygodne zejście pod pokład i tzw kuchnia letnia. To było wśród ciągników i holowników wizytówką przedsiębiorstwa żeglugowego. W czasie II wojny światowej „Schill” był używany jako holownik między Fürstenberg (Oder) a Berlinem. Tak było długo dobrze, jednak pod koniec wojny parowiec mocno ucierpiał podczas nalotu. Musiał zostać odholowany do stoczni remontowej w Spandau. Wiosną 1946 roku parowiec był ponownie sprawny ale musiał pływać pod kierunkiem sowieckiego okupanta z numerem rejestracyjnym 1-236. Holował długi czas śmieci nasypywane luzem na barki z Berlina na składowiska poza miastem. W końcu przedstawiciel realnego socjalizmu odkrył prusko-patriotyczną nazwę, która w tym czasie była nie do przyjęcia. Łódź została przechrzczona. Najpóźniej w 1949 roku została nazywana „Johannes” i od 1950 roku z nowym numerem rejestracyjnym D 2-148 należała do DSU (Deutschen Schiffahrts- und Umschlagsbetriebszentrale) w NRD. W 1957 został przydzielony do państwowego Przedsiębiorstwa Żeglugi Berlin. W 1957 „Johannes” otrzymał nowy kocioł, ale w 1971 roku został „wyłączony” . Przedsiębiorstwo żeglugowe kazało go unieruchomić. W 1973 hamburski makler opchnął starego parowca holenderskiej spółce na złomowanie. Jednak u zachodniego sąsiada miłośnik parowców o nazwisku Siem Visser odkryl „Johannnesa”, spojrzał na niego jako rarytas i uratował go przed złomowaniem. Holownik został podreperowany i jeszcze na koniec 1973 roku posadzony na wodzie. Jaki holownik okazał się nieekonomiczny tego nie ujawniono. W związku z tym w 1976 roku przeszedł kolejny remont dla nowego celu. Holownik został małym osobowym parowcem z tarasem słonecznym i zadaszeniem chroniącym pasażerów przed złą pogoda z miejscem dla 34 osób.
Ponieważ komin musiał być przedłużony to sylwetka byłego „Schilla” była teraz ledwie
rozpoznawalna. Czerwono-biało-czerwone z socjalistycznymi symbolami emblematami miało teraz zastąpić biało-czerwono-białe logo holenderskiej firmy. W 1983 „Schill” pseudonim ” Johannes ” nadal pływał opalany węglem. Potem jednak ślad statku w Holandii znikł. Kto przeliczył, dochodzi do wniosku, że mały i zwinny ciągnik z 1908 roku osiągnął poważny wiek 75 lat. Ta martwa rzecz „przeżyła” taką historię jak ludzie z XX-wieku.

Tłumaczenie Adam i Janusz

 Zamieszczone przez o 20:20  Tagged with:
Gru 042016
 
Deutsch Nettkow

Deutsch Nettkow

Miejsca pracy w stolicy województwa – dlatego zaniedbano rolnictwo
Poniższy artykuł kończy serię raportów rodaka Oscara Kupscha na temat wizyty w Deutsch-Nettkow. Koniec sierpnia 1985 roku. Po opisaniu w dwóch ostatnich artykułach stanu budynków i dzisiejszego krajobrazu, to teraz zwrócę większą uwagę na obecnych mieszkańców swojej rodzinnej miejscowości. Dochodzę do wniosku, że zasiedlenie wschodnioniemieckiej wsi położonej wzdłuż linii kolejowej Polakami doprowadziło do zmiany socjologicznych struktur.
Będąc zaledwie cztery dni w Polsce, z pewnością nie można osądzać państwa i jej mieszkańców. Zbyt wiele wrażeń i spotkań odbyło się przez przypadek, zwłaszcza osobiste kontakty z ludźmi. Powinien to rozważyć ten kto będzie czytał następne moje linijki. Komunikacja z Polakami jest trudna, ponieważ można znaleźć tylko nielicznych, którzy mówią po niemiecku. Po angielsku z nikim się nie porozmawia. W związku z tym, rozmawiałem z ludźmi przy każdej okazji po rosyjsku, ponieważ rosyjski z językiem polskim ma wiele wspólnych słów. Ciekawie było obserwować, jak zachowywał się adresat. Najpierw patrzyli z podejrzliwością lub przynajmniej rezerwą. Niemiec, który mówi po rosyjsku, choć słabo, to nie podobało im się to. Jednak ta postawa zmieniła się znacząco, gdy przekonałem rozmówcę, że pochodzę z Republiki Federalnej. Jednak spotkaliśmy zaskakująco mało ludzi w naszych wędrówkach po Deutsch-Nettkow i okolicy. Na polnych drogach napotkaliśmy tylko dwa wozy konne i ciągnik ciągnący przyczepę – wszystko nienaładowane (puste). Ludzi pracujących w polu nie widzieliśmy. Oczywiście, zadaliśmy sobie pytanie: Z czego ci ludzie tu żyją? To że wioska ma znaczną populację, dostrzegamy w wykorzystaniu mieszkań. Na naszym dość zniszczonym gospodarstwie obecnie mieszkają trzy rodziny. W sąsiednim gospodarstwie waszkuchnia też jest przystosowana do zamieszkania. Stojąca po lewej stajnia od Fabiansów jest przygotowana do mieszkania. Nawet w tak zniszczonym domu jak od Salzkoldracków żyje rodzina. Tak duża liczba polskiej ludności nie jest w stanie utrzymać się z rolnictwa. Większość gruntów ornych leży odłogiem, a pozostała część nie jest intensywnie uprawiana. Nigdzie nie widzieliśmy pod koniec sierpnia w Deutsch-Nettkow i wokół pól z pszenicę ozimą. Tylko niektóre pola ziemniaczane, które spotkaliśmy, pozostałe pola były puste. Na koniec sierpnia zawsze w pełnym toku były sianokosy na łąkach. Podczas dni w których tam byliśmy nic takiego nie było. Mieliśmy wrażenie, że tylko kilka łąk zostało skoszonych raz w ciągu roku. W pobliżu wsi oczywiście widzieliśmy zaprzęgi. Zwiększyła się ilość pastwisk , ale rzadko widzieliśmy pasące się krowy. Po naszym długim zwiedzaniu i po starannym przemyśleniu, znaleźliśmy następujące wyjaśnienie zaniku rolniczych budynków, stodół, stajni i obór: To już nie jest potrzebne. Rolnictwo nie ma wielkiego znaczenia dla dzisiejszych mieszkańców Deutsch-Nettkow. Pracują w Grünberg w przemyśle. Jeżdżą oni codziennie przez trzy stacje pociągiem tam i z powrotem. Wynikało to z faktu, że dochody z rolnictwa są w Polsce daleko w tyle za wynagrodzeniem w przemyśle. Możliwe jest to tylko dla miejscowości z tak dobrym połączeniem kolejowym z miastem, jakie ma Deutsch-Nettkow. Gminy z niekorzystnym połączeniem z przemysłem pozostały uzależnione od produkcji rolnej. Słuszność tej hipotezy, potwierdzamy dowodami, które znaleźliśmy na naszej wycieczce z Schwiebus do Deutsch-Nettkow i z powrotem. Ponieważ w miejscowościach między Schwiebus i Rädnitz obserwowaliśmy dużo większa działalność rolniczą. Cztery dni to był krótki czas, ale wywołaliśmy mnóstwo wspomnień z dzieciństwa i młodych lat. W naszej ojczyźnie w ciągu tych lat nie nastały tak duże zmiany jak w RFN w którym żyjemy. Dlatego żaden uczestnik nie żałuje podróży do przeszłości. Inicjatorem podróży był rodak Ernst Becker (wcześniej Groß-Blumberg), dlatego powiedzieliśmy w drodze: „pięknie dziękujemy!”

 

Tłumaczenie Adam i Janusz

Translate »