Paź 302016
 
Stanisław Naosad

Stanisław Naosad

Po wojnie wrócił mój brat Czesław z robót przymusowych, gdzie dostał porządnie w kość i zaczął się dla mnie ciężki czas. Cała rodzina myślała, że brat osiedli się na wschodzie albo zachodzie Polski. Jednak on wrócił do rodzinnego domu. Powiedział, że woli jeść same kartofle niż niemiecką kiełbasę.
Brat był dużo większy ode mnie. Był wyższy i ważył 96 kg a ja mam zaledwie 161 cm wzrostu i ważyłem wtedy 72 kg. Brat mnie często bił mimo że byliśmy już dorośli. Ojciec sam się bał Czesława i nie mógł stanąć w mojej obronie. Do tego w domu była bieda, bo na piachach nic nie rosło. Praca była ciężka a jedzenie słabe więc skąd tu było wziąć siłę, żeby przeciwstawić się bratu.

Z tym moim wzrostem to chyba jakieś fatum. Już tutaj na zachodzie w Brodach miałem źrebaka 11-miesięcznego czyli taki jeszcze nie duży i taki już został. Więcej nie urósł. Chociaż kobyła była duża.

Dlatego postanowiłem zgłosić się do wojska na ochotnika, bo tak mnie nie chcieli wziąć nawet do wojska. Wreszcie w 1949 roku mogłem wyrwać się z domu od brata.
Na komisji poborowej zapytałem się porucznika czy potrzebują w wojsku takich małych kajtków jak ja i do tego z krzywymi nogami. A porucznik na to Naosad ale kąt dobrze trzymacie.
Trafiłem do szkółki pod Wrocław, gdzie poznałem dwóch kolegów, przez których się zakochałem i przyjechałem do Brodów. Byli to Kazik Łukowski i jego późniejszy szwagier Józek Pluto.
Służyliśmy w jednej jednostce, gdzie ja byłem kucharzem. W sumie było nas 3 kucharzy ale niekiedy tak przypadło, że sam musiałem gotować dla 1800 żołnierzy.
Dzięki ćwiczeniom w wojsku i porządnym jedzeniu przy wojskowym kotle nabrałem sił. Ważyłem wtedy 85 kg i czułem, że jestem naprawdę silny. Na zdjęciu z wojska widać jak kucharz wygląda.

Wracając do moich dwóch kolegów to Kazik Łukowski był wyższy ode mnie i sprawniejszy w gimnastyce. W naszej grupie Kazik zawsze prowadził zajęcia z gimnastyki albo czasami ja go zastępowałem. Z Kazikiem byliśmy obrotni i zawsze umieliśmy się ustawić w wojsku.
Raz z Kazikiem się posprzeczaliśmy. Kazik myślał, że jest większy ode mnie i mi przyłoży ale się nie dałem i to ja go położyłem „na deskach”. Później Kazik mówił, że był pijany i dlatego nie dał mi rady, ale dalej byliśmy kolegami.
Natomiast Józek Pluto nie był taki obrotny jak my. Zajęcia gimnastyczne nie wychodziły mu tak dobrze ale za to umiał kombinować.
Lubiłem służbę w wojsku. Ćwiczenia, musztrę i alarmy bojowe.
W wojsku lubiłem się wygłupiać. Jak trzeba było na alarm zbiegać z 3 piętra to na schodach spod moich podkutych butów aż iskry szły. Widział to wszystko kapitan Piotrowski i na apelu powiedział Naosad wystąp, ty już nie będziesz tak biegał szybko, bo się zabijesz na tych schodach. A ja naumyślnie tak biegłem, żeby aż ogień szedł spod butów.
Umiałem też dowodzić i nieraz na musztrze dowódca mówił
Naosad wystąp i dalej prowadź to bractwo, bo ja już na was patrzeć nie mogę, jak kozy chodzicie. Dalej ja prowadziłem musztrę. Później w wojsku proponowali mi, żebym został oficerem ale ja się zakochałem i ciągnęło mnie do Brodów.
Ze względu na mój wzrost zawsze szedłem w wojsku na końcu kolumny i Kazik z Józkiem postanowili znaleźć mi dziewczynę i zabrali mnie na przepustkę do Brodów.
Kazik chciał mnie wyswatać ze swoją starszą siostrą Stefą. Jednak była ona starsza ode mnie 5 lat i jakoś nie przypadliśmy sobie do gustu. W Brodach poznałem natomiast sąsiadkę Kazika Łukowskiego Anielę Ciborek i się wzajemnie w sobie zakochaliśmy. Aniela była piękną dziewczyną i podobała się też Kazikowi oraz innym chłopakom w tym prokuratorowi i dwóm lotnikom. Jednak Aniela wybrała mnie. Może koledzy mieli do mnie pretensje, że zabrałem im sprzed nosa fajną dziewczynę ale to była młodość. Później w dorosłym życiu dalej się kolegowałem z Kazikiem. Od 1950 roku zacząłem regularnie przyjeżdżać do Brodów na przepustki a po wojsku przeprowadziłem się na stałe i ożeniłem się z Anielą.

Po wojsku pojechałem także do domu rodzinnego i tam brat Czesiek chciał mnie znowu pobić ale tym razem się nie dałem i oddałem mu tak, że musieli go cucić.
Później ojciec zmarł jak miał 72 lata i wszyscy zjechaliśmy się do rodzinnego domu na pogrzeb. Rodzina żartowała, że ten z zachodu jest taki mały ale matka powiedziała, że jak przyłożył bratu to trzeba było go cucić. Brat ze wstydu chciał się schować pod stół a reszta rodziny już nie żartowała. Czesiek mówił, że to było jak dziećmi byliśmy ale ja miałem wtedy 21 a on 27 jak mu przyłożyłem, więc co to były za dziecinne lata.

Paź 232016
 
Stanisław Naosad

Stanisław Naosad

Te wspomnienia przeleżały w przysłowiowej szufladzie ponad dwa lata. Dlaczego?

Jest ciepłe popołudnie 15 sierpnia 2014 roku. Wielkie święto zarówno kościelne jak i państwowe.
Byłem wcześniej umówiony na rozmowę. Wchodzę do domu Pana Stanisława Naosada. Jednak dziarski siwy Pan chce się rozmyślić i nie chce rozmawiać kwitując wszystko słowami o czym będziemy rozmawiać, ja taki stary a ty taki młody. Nie ma o czym. Z pomocą przychodzi jednak córka Pana Stanisława i zaczynamy rozmawiać. Na początku trochę o współczesnym życiu a później już o historii.

W tle gra telewizor, gdzie na kanale sportowym pokazywana jest walka bokserska. Pan Stanisław zaczyna rozmowę od słów o widzisz, boks to jest to co lubię oglądać i na czym się znam. Gdybym miał warunki fizyczne to bym był kiedyś bokserem, a tak mam tylko 161 cm wzrostu i zawsze miałem kompleks, że jestem niski. Ale nigdy się też nie dałem. Zawsze jak ktoś mnie zaczepił to się postawiłem. Rosłem do 13 roku życia. Później przestałem rosnąć i taki wzrost mi został. Bóg nie dał mi wzrostu ale dał długie życie i piękną żonę, która niestety już zmarła.

Nazywam się Stanisław Naosad i urodziłem się 1 stycznia 1928 roku we wsi Skudzawy, w gminie Skrwilno, w powiecie rypińskim. A dzisiaj Skudzawy leżą w województwie kujawsko-pomorskim. Były to tereny przygraniczne, na których mieszkało sporo Niemców. Było niekiedy tak, że jedna kolonia wsi była zamieszkała przez Polaków, a druga przez Niemców.
W domu było nas 3 braci i jedna siostra. Starszy brat Czesław był rocznik 1922, siostra Anna 1925, najmłodszy brat Gienek 1935..
Rodzice mieli około 5 hektarów ziemi, lecz była to ziemia VI klasy i mało co na niej rosło.
Żyło nam się bardzo ciężko. Nie było fabryk ani innych zakładów, gdzie można by było pracować. Bieda była straszna. My dzieci musieliśmy dużo pomagać w polu, żeby jakoś związać koniec z końcem. Na naszych nieurodzajnych polach zboże szybciej dojrzewało przez co wcześniej robiliśmy żniwa niż w innych miejscowościach i przez to mogliśmy najmować się do pracy przy żniwach u innych aby wspomóc nasz domowy budżet.
W zimę nakopaliśmy torfu, który później sprzedawaliśmy. Można zażartować, że w stodole było więcej torfu w sąsieku niż snopków namłóconych. Do tego ojciec palił tabakę i uprawiał trochę tytoniu a ja mu pomagałem to pozwalał mi nieraz sprzedać tabakę, żebym miał coś swoich pieniędzy.
Ojciec „za Wilhelma” był 10 lat w Niemczech, gdzie pracował zarobkowo. Później sprzedawał już w Polsce Niemcom warzywa. Znał bardzo dobrze niemiecki a znajomi przezywali go nawet szkop, bo miał taki niemiecki akcent jak mówił po polsku.
Do szkoły chodziłem tylko przez dwie zimy, bo w 1939 roku wybuchła wojna i podczas niemieckich rządów nie chodziłem do szkoły. Do szkoły chodziłem tylko w zimę kiedy nie było prac w polu. A tak to głównym moim zajęciem było pasienie krów. Od 1939 roku zacząłem pracować w niemieckim gospodarstwie za darmo. 5 lat tak pracowałem, żeby tylko mieć co zjeść.
We wrześniu 1939 roku miałem 11 lat i pamiętam uciekające nasze polskie oddziały a niemiecki Wehrmacht je gonił. Na niebie latały pojedyncze polskie samoloty a za to niemieckie bombowce leciały grupkami w stronę Warszawy z wielkim charakterystycznym dudnieniem. Z daleka można było usłyszeć nadlatujące niemieckie bombowce.
Natomiast 10 km od nas stał oddział kawalerii i porucznik mówi musimy uciekać a jeden ze zwykłych żołnierzy powiedział nie po to szable ostrzyłem, żeby teraz jej nie wypróbować i pojechali z szablami na czołgi. Polacy oczywiście wtedy przegrali ale Hitler później przyjechał na defiladę i chciał, żeby Polacy wstępowali do Wehrmachtu ale Polacy nie chcieli u „Gebelsów” walczyć. Pod koniec wojny Niemcy brali nawet mój rocznik. Mnie jednak nie wzięli, bo brali tych co podpisali volkslistę
Gdy maszerowali niemieccy żołnierze to śpiewali dużo piosenek. Ja nie rozumiałem co oni śpiewają i zapytałem się ojca, bo znał niemiecki. A on mi mówi, że oni śpiewają Hitler złoty nauczył roboty, a Śmigły-Rydz nie nauczył nic.

W październiku 1939 roku nasze tereny włączono do III Rzeszy jako okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie.
Jako że mieszkaliśmy na terytorium przygranicznym to w 1939 roku doszły na słuchy, że mają mordować Polaków w naszych okolicach. W związku z tym ojciec za stodołą przygotował taki mały schron. Przykrył go gałęziami. Do środka przyniósł bety a uzbrojeni byliśmy w siekierę i widły. Ludność niemiecka poprosiła o pomoc wojskową, żeby się z nami Polakami rozprawić ale Hitler się na to nie zgodził, bo nie chciał spowalniać swoich wojsk w marszu naprzód. A sami cywile bali się nas. W tym schronie ukrywaliśmy się 2 a nawet 3 miesiące.
Inne rodziny zbierały się po dwie lub trzy i tak wyczekiwali. Ojciec jednak tego nie chciał. Miał trochę doświadczenia z wojska, ponieważ walczył w I Wojnie Światowej i w wojnie polsko-bolszewickiej.

Zostaliśmy włączeni do Rzeszy ale nas Polaków obowiązywało bardziej rygorystyczne prawo. Były przypadki rozstrzeliwań Polaków. Często za błahostki, jak za spóźnienie do pracy.
Niemcy wywozili także Polaków na roboty przymusowe. Brata Cześka wywieźli i przez 5 lat był na robotach. Dostał tam porządnie w kość. Ojca i siostrę też wywieźli ale nie na długo. Siostra pracowała przymusowo w fabryce w Elblągu, szyjąc niemieckie ubrania wojskowe. Powróciła do domu po kapitulacji Niemiec. Natomiast ja już byłem zapędzony w stodole, z której brali na roboty ale udało mi się uciec.
Później Niemcy z wiosek zganiali Żydów do miast powiatowych i stamtąd pędzili ich pod Warszawę, gdzie ich wykańczali.

W 1945 roku wyzwolili nas Rosjanie. Tylko przez jedną noc była strzelanina. Więcej walk nie było. Niemcy się szybko wycofali. Chociaż mówili że 500 Niemców zginęło.
Pamiętam też takie zdarzenie. Jak Niemcy weszli to metalowy krzyż z figurą też metalową przewrócili i zakopali. Natomiast my tuż przed wyzwoleniem wiedzieliśmy, że zaraz Ruscy wejdą i poszliśmy w nocy odkopać ten krzyż a tu nagle Ruscy się pojawiają. Stanęli nad nami i mówią ach Bóg, ach Bóg, cóż Germańcowi przeszkadzał?

Adam

Paź 142016
 
Bródki

Bródki

W artykule „Od Stahns młyna do domu Exlerów” autor Kurt Kupsch „spacerował” po Klein-Blumberg czyli dzisiejszych Bródkach. Kurtowi Kupschowi udało się także stworzyć przedwojenny plan Klein-Blumberg, na którym dokładnie zaznaczył domy oraz wypisał ich właścicieli. Natomiast w nawiasach podał przezwiska, które niekiedy jak wspominany kiedyś Reinhold Petzke (Schillers), były bardziej rozpoznawalne niż same nazwiska. Plan przedstawia stan z przełomu roku 1938/39. Imponująca jest liczba 72 domów mieszkalnych oraz budynki szkoły i młyna z tartakiem. W tym kilka domów było dwurodzinnych. Niestety początek roku 1945 zniszczył blisko 60% domów mieszkalnych w wiosce. Obecnie Bródki mogą poszczycić się nieco ponad 30 domami. Zapraszamy mieszkańców Bródek do odnajdywania swoich domów na planie.

Szczególne podziękowania dla naszego przyjaciela z Niemiec – genealoga-hobbystę Manfreda Hansela, który zdobył dla nas ów plan.

 

Plan Klein-Blumberg

  1. Nippe, Otto (Exlers)
  2. Kupsch, Adolf (Kaufmann Kupsches)
  3. Lange, Ewald (Aurichs) und Lange, Lina
  4. Stobernack, Reinhold (Schulzes)
  5. Witzlack, Paul (Schiffseigner)
  6. König, Hermann
  7. Petzke, Reinhold (Schillers)
  8. Lange, Paul (Villa-Kupsches)
  9. Jäkel, Heinrich
  10. Hauch, Wilhelm

GRABEN (rów)

  1. Henschke, Hermann

WEG ZUR ODER (droga do Odry)

  1. Schön, Willi (Schloits)
  2. Lange, Reinhars (Hornes)
  3. Höhne, Reinhold (Kaufmann Nippes)
  4. Nippe, Alfred (Dampfer-Nippes)
  5. Mattner, Paul (Schwalbes) und Noack, Franz (Kaufmann)

WEG ZUM MÜHLFELD (droga na młyńskie pole)

  1. Schulz, Gustav
  2. Die Schule (szkoła)
  3. Lange, Paul (Schwobekupsches)
  4. Friesewald, Hermann (Kliems)
  5. Wilzack, Gustav (Preußes)
  6. Stahns Mühle mit Wohnhaus
  7. Stahns Gesindehaus – Vietze und Zerbe
  8. Stahns Sägewerk und Dauernhof
  9. Kleinvogel (Preußes Selma)
  10. Löchel, Ernst
  11. Vollmar, Paul / Gaffling, Herbert
  12. Hoffmann, Willi (Deckers)
  13. Pächnatz, Ernst / Klauke, Martka (Klaukes)
  14. Hirthe, Otto
  15. König, Heinrich (Heißner)
  16. Schmidt, Hermann (Nuß) und Janthur Paul
  17. Stellmacher, Paul (Backers)
  18. Höhne, Bertha
  19. Nippe, Bruno (Heißner)
  20. Eisemann, Agnes (Hampels) Gastwirtschaft und Saal
  21. Klauke, Paul (Schmiedeappels)
  22. Nippe, Bernhars (Kriegerpetzkes)
  23. Kulisch, Ernst
  24. Lange, Reinhold (Appels)
  25. Höhne, Herbert und Lange (Höhnes)
  26. Lange, Bertha
  27. König, Willi (Frietzes)
  28. Nippe, Otto (Hoffmanns)
  29. Stobernack, (Jäckels) Paul
  30. Müller, Anna (Owsarek)
  31. Witzlau, Hermann
  32. Conrad, Adolf und Heiterhoff, August
  33. Frietze, Oskar
  34. Dittmann, Kurt (Glogers)
  35. Höhne, Anna (Fellers)
  36. Schmidt, Paul
  37. Nippe, Willi
  38. Petzke, Otto (Magnus)
  39. Pfeiffer, Reinhard
  40. Schmidt, Matha (Pankowski)
  41. Das Gemeinde-Armen-Haus (Schlanßes)
  42. Lange, Arthur (Ruttkes)
  43. König, Paul (Arnolds)
  44. Schmidt, Reinhold (Hindemiths)
  45. Handke, Paul
  46. Appel, Hermann (Seiferts)
  47. Mattig, Emma
  48. Schulz, Martha (Schubets) und Rossel, Gustav
  49. Marschall, Gustav (Schillers)
  50. König, Gustav (Schloßkönig)
  51. Pächnatz und Vogt, Bertha
  52. Schneider, Auguste und Schneider, Bertha (Königs)
  53. Stadach, Otto
  54. Lange, Gustav (Franzes)
  55. Lange, Otto
  56. Glasing, Adolf (Höhnes)
  57. Büttner, Otto
  58. Büttner, Hugo
Paź 092016
 
Margarete Lehmann w wieku 100 lat

Margarete Lehmann w wieku 100 lat

To miały być 3-4 dni, a następnie powrót z maszynami. A trwało to całe 7 tygodni. Zawsze 4 konie były połączone ze sobą a my dostaliśmy lejce w ręce i poszliśmy w nieznane. Z dala od rodziców i dzieci. Nasz pierwszy postój był w Kostrzynie, a nasza kwatera do spania była pod gołym niebem. Położyłam się koło dziadka Fimmels. Rano patrzę a to miejsce było puste. Uciekł potajemnie w nocy i doszedł do domu. Niektórzy mężczyźni, którzy też później próbowali uciekać, zostali częściowo schwytani albo wpadali na miny.
Potem szliśmy dalej wzdłuż Odry. Jeszcze dobrze pamiętam przez jakie duże miasta przechodziliśmy: Eberswalde, Bad Freienwalde, Wriezen i przez Schrfheide w kierunku Demmin. Kilka kilometrów za miastem przeszliśmy przez małą, romantyczną miejscowość Vorbein, gdzie wszystkie małe domy z muru pruskiego były pokryte słomą, co było dla nas czymś nowym.
Potem szliśmy do Duwir i tam osiągnęliśmy nasz cel. W zaledwie 14 dni przeszliśmy drogę 400 km. Z Groß-Blumberg(Brody) w Brandenburgii nad Odrą do Meklemburgii. Spaliśmy tylko pod gołym niebem. Przyprowadziliśmy konie do ogrodzonego pastwiska, a my byliśmy zakwaterowani w gospodzie w dużej sali na słomie. Leżeliśmy bardzo blisko siebie jak sardynki ale z dachem nad głową. Nasz posiłek składał się tylko z kawałka suchego chleba i grubej kaszy, więc nas również dręczył głód. Rosjanie w domu piekli, gotowali i dusili, ponieważ po raz pierwszy chyba usłyszeli o wieprzowinie, którą jedli codziennie ale tylko oficerowie.
Ale to co nas zaskoczyło po drodze, to to że spotkaliśmy wiele osób z ręcznymi wózkami z odrobiną swojego dobytku. Wszyscy pochodzili z Pomorza; szeptali do nas, że nie możemy wrócić do domu. Polak teraz wszystkich wygania. Z jedzeniem było tak źle, że byliśmy zmuszeni do żebrania.
Ja i Martha Weizerm – bratowa mojego brata Bernharda poszliśmy szukać jedzenia i przybyłyśmy do ustronnego gospodarstwa. Przy bliższej rozmowie z gospodynią zdziwiła się i powiedziała bardzo cicho
w naszym sąsieku są 2 dziewczyny i myślę, są one także z Groß-Blumberg(Brody).
Wspięłyśmy się po drabinie i okazało się, że obie dziewczyny są córkami Steinbachów, dziewczyny z „kolorowych taksówek”. Radość była wielka kiedy spotkałyśmy kogoś z ojczyzny. Mogłyśmy przynajmniej o czymś porozmawiać. Wiedziały, że moi rodzice i Edith, a także Bernhard z rodziną i obie córki Marthy są jeszcze w Brodach. Niektóre zwierzęta zostały zabrane. Więc mieliśmy już nieco mniej zmartwień. Ale co będzie z nami – to było pytanie. Musiałyśmy wytrwać i pocieszać jedna drugą. Zawsze miałyśmy złe myśli. Co z nami zrobią? Zabiorą nas do Rosji albo pozwolą odejść? Myśli miałyśmy też zajęte naszymi krewnymi w domu.
Po 5 tygodniach, które musieliśmy spędzić na tym gospodarstwie, Rosjanie wycofali się pod osłoną nocy i zostawili nas swojemu losowi. Ubranie zniszczone, prawie bez obuwia na nogach, zero higieny osobistej, całkowicie ubrudzona i prawie umierająca z głodu.
Byłyśmy wolne i mieliśmy silną wolę aby przetrwać, wędrowaliśmy dalej. Najpierw 30 km do Greifswaldu. Stamtąd przejechaliśmy pociągiem towarowym do Neubrandenburg, gdzie przenocowaliśmy w budynku stacji. Co dalej? Nie wiem z czego się faktycznie żyło. Tylko strach był naszym towarzyszem. Szliśmy na piechotę w kierunku Berlina. Nasza gromadka już się tak rozeszła, że tylko Weizers Martha, ja i bliscy Bernharda byliśmy razem. Bernhard przyprowadził nas w Stralau do knajpki na rogu, którą żeglarz znał. Ten lokal miała Else Pfeifer z domu Hoffmann. Była siostrzenicą dziadka Rademacher, teścia naszego Otta. Tam mogliśmy się pierwszy raz umyć, dostać coś do jedzenia i przenocować. Moja odzież była rozdarta od góry do dołu, od tygodni się nie myłam. Jedyną rzecz jaką miałam to koński koc.
Wstaliśmy bardzo wcześnie i dalej wędrowaliśmy przez zbombardowany Berlin w kierunku Ahrensdorf, mając nadzieję, że znajdziemy tam naszych krewnych. Przyszliśmy tam wieczorem – mnie przyjęli znowu rodzina Strom. Pani Strom dała mi świeże ubranie. Jeden raz się ktoś o mnie zatroszczył. Przenocowaliśmy i następnego dnia poszłyśmy do Thyrow, też znowu do ludzi, u których już byliśmy.
To była podróż, która rozpoczęła się w dniu 3 czerwca 1945 roku w Groß-Blumberg(Brody) a skończyła w lipcu 1945 roku w Ahrensdorf. Teraz zaczęły się okropne dnie i noce ze strachem i czekaniem. Co stało się z rodzicami i Edith? Czy kiedykolwiek znowu razem się spotkamy?

Tłumaczenie Adam i Janusz

Translate »