Wrz 012017
 

Przeglądając gazety wyszukaliśmy artykuły, w których pojawiały się często wzmianki, a czasem i i całe artykuły opisujące o tym, co działo się w naszych miejscowościach. Artykuły te pochodzą z Gazety Zielonogórskiej będącej organem wydawniczym KW PZPR.

4 czerwiec – Nauczyciel zginął bohaterską śmiercią

10 sierpień – Sylwetki pionierów”Bibliotekarz z Pomorska” 

11 wrzesień – Mówią działacze

Mamy już poza sobą ważne wydarzenie w życiu chłopskiego samorządu – Centralny Zjazd Kółek Rolniczych. Delegaci wrócili do domów i zajęli się codzienną pracą. Chcieliśmy dowiedzieć się od nich o wrażeniach przywiezionych ze stolicy i zapytać o to, co uważają za najpilniejsze do zrobienia w swojej wsi, w swoim kółku. (…)

STANISŁAW SZCZEPUŁA – rolnik ze wsi Pomorsko w powiecie sulechowskim:

Od razu na początku chcę zaznaczyć, że nie mają racji ci wszyscy, którzy tu u nas we wsi mówili, że pieniądze zbierane na odbudowę Warszawy marnują się, że nic się za nie nie zrobi. Ja znam Warszawę sprzed wojny. Wiem też jak wyglądała zaraz po wojnie. Teraz odbudowaną widziałem pierwszy raz. To jest nie do opowiedzenia. Możecie być spokojni – na to potrzeba było masę pieniędzy i na pewno żaden grosz chłopski nie zmarnował się. Z samego Zjazdu najbardziej utkwiły mi w pamięci dwie sprawy – zapisałem się do głosu , czekałem i nie doczekałem się, bo byłem na liście już czterdziesty. Żałuję. No i potem, jak sekretarz Gomółka zabrał głos pod koniec Zjazdu. Ten człowiek to potrafi gasić rozpalone mózgi! Jak odpowiedział temu delegatowi co krytykował robotników, że tylko na rybki chodzą, to zaraz nam się wszystkim lżej zrobiło. No bo pewnie – robotnik, ten w ciężkim przemyśle, porządnie musi się narobić, na pewno nie mniej niż chłop na roli. A u nas we wsi – najpierw myślimy o kupnie traktora. Chcemy się składać po 1.000 złotych na te 15 procent. Mamy też zamiar budować świetlicę. Zadeklarowanej gotówki i robocizny społecznej uzbierało się już na wartość 70 tysięcy złotych. Mamy zapewnioną pomoc z budżetu powiatowego. To są te dwie rzeczy, o których można mówić, że je kółko zapoczątkowało i doprowadzi do końca. Można by zrobić więcej. Ale nas jest za mało. Ludzie niechętnie zapisują się do kółka. Boją się wciąż jeszcze, że to będzie spółdzielnia. Z tej samej przyczyny nie idzie też zorganizowanie spółki wodnej. A szkoda. Dlatego uważam również za jedno z najpilniejszych zadań tak pokierować całą pracą naszego kółka, żeby sąsiedzi nabrali do nas zaufania jako do organizacji. Siła jest w samorządzie. Ja to dobrze wiem, bo pochodzę z rzeszowskiego, gdzie chłopi byli zorganizowani dobrze i nawet przed wojną za sanacji niejedno potrafili zdziałać. A co dopiero teraz. Trzeba tylko chcieć”

24 wrzesień – Run budowlany

2 październik

Marian Kozerski z Będowa koło Nietkowic wziął za złe Michałowi Kryniewieckiemu, że ten zatrzymał jego owce, które nie pilnowane przez nikogo, wyrządziły szkodę w życie. Przyszedł do Kryniewieckiego nie z zamiarem polubownego załatwienia sprawy, ale z wyzwiskami uwłaczającymi jego godności. Pozerski nie zgodził się z wyrokiem Sądu Powiatowego, który skazał go na 100 zł grzywny, zwrot opłaty sądowej i kosztów. Jednak Sąd Wojewódzki utrzymał w mocy zaskarżony wyrok. (Kas.)

22 październik REJON EKSPLOATACJI DRÓG PUBLICZNYCH w Kożuchowie informuje, że

prom w m. Brody pow. Sulechów będzie nieczynny od dnia 23 października 1959 r. do 15 listopada 1959 r. Przerwa w kursowaniu promu została spowodowana koniecznością budowy przystani na brzegach rzeki. Jednocześnie podaje się do wiadomości, że prom w Bytomiu Odrz. jest nieczynny z uwagi na b. niski stan wody. W Brodach i Bytomiu Odrz. czynne są łodzie przewozowe do przewozu osób. (K-2229)

Sie 112017
 

Przeglądając gazety wyszukaliśmy artykuły, w których pojawiały się często wzmianki, a czasem i i całe artykuły opisujące o tym, co działo się w naszych miejscowościach. Artykuły te pochodzą z Gazety Zielonogórskiej będącej organem wydawniczym KW PZPR.

14 styczeń – WYBORCO! Odpowiadamy na każdy twój list

Poczta przynosi wiele listów od wyborców z najdalszych zakątków Ziemi Lubuskiej. Listy informują nas o różnych kłopotach i trudnościach, o więcej lub mniej sprawnym przebiegu kampani wyborczej na ich terenie, o niewłaściwie organizowanych zebraniach konsultacyjnych z wyborcami i w ogóle – o wszystkim co wyborców boli. Wiele listów porusza problem doboru kandydatów na radnych. Zdaniem piszącego ten czy ów kandydat nie nadaje się na radnego, bo to człowiek o niskich kwalifikacjach moralnych czy zawodowych, bo to człowiek, który kiedyś wyrządził autorowi listu krzywdę itp.

Obywatelowi Andrzejowi Antończykowi z Nietkowic nie podoba się jeden kandydat do GRN. Pozostali – tak. Jego zdaniem, – jest to człowiek, który nie nadaje się na radnego: Człowiek o „lepkich” rękach, karierowicz, który myśli tylko o swoich materialnych korzyściach.

Drugi list, podpisany „Ludność Karpia” porusza identycznie ten sam problem. Autorowi listu nie podoba się z całej listy wyborczej jeden kandydat. Nie budzi w nim zaufania. Tej jednej kandydaturze poświęcił autor swój krytyczny list, starając się udowodnić swoją rację. Autor listu w konkluzji stwierdza: „Jeszcze raz zapytujemy, jeżeli tacy ludzie są obecni w radach i sami się nadal wybierają do rad, to po co my mamy iść głosować? Po to, aby im upiększać karierę?” Wniosek – całkiem nieoczekiwany.

Obserwator K.J. z Nietkowic również oburza się na kandydata, który jest prawdopodobnie kombinatorem. „ W roku 1957 pisał on wnioski, żeby mu umorzyli dostawę ziemniaków, bo podobno mu w polu wygniły – a wcale tak nie było. Nasypał piwnice i dwa kopce – jeden u szwagra a drugi u siebie (…) Pytamy droga redakcjo czy możemy powierzyć swoje sprawy takiemu nieuczciwemu człowiekowi?”

Obywatel poszukujący praworządności” napisał bardzo nieczytelny list. Trudno zrozumieć, o co mu chodzi. Jeśli go dobrze zrozumiałem, – ma on pretensje do dwóch kandydatów na radnych do GRN. Podobno są to ludzie o wątpliwej reputacji moralnej. Autor kończy swe wywody słowami „ Chętnie podpisałbym się swoim nazwiskiem pod tym listem, ale zdrowy rozsądek mi zabrania. Mam na utrzymaniu rodzinę i strach pomyśleć, co by po tym ze mną zrobili miejscowi kacykowie”.

Wspomniane wyżej listy mają wspólną cechę: Kierują swą krytykę na jedną lub dwie osoby, które ich zdaniem – nie powinny zostać radnymi. Co do reszty kandydatów – nie mają oni zastrzeżeń. Autorzy listów zapominają o ludowym przysłowiu: „Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził”. Poszukajcie, moi drodzy, w swojej wiosce takiego człowieka, do którego nikt nie będzie miał pretensji. Powtarzam: nikt! Zawsze się ktoś znajdzie, co mu będzie chciał przypiąć jakąś „łatkę”, będzie miał do niego jakieś zadawnione żale, pretensje. Autorzy powyższych listów zapominają, że przecież nie będą głosować na wszystkich kandydatów, ale wybierać! Liczba kandydatów na liście wyborczej jest większa niż liczba mandatów, przypadająca na dany okręg wyborczy. Jeśli np. w danym okręgu wyborczym trzeba będzie wybrać dziesięciu radnych, to na liście jest ich piętnastu. Jeśli autorom listów nie podoba się ten czy ów człowiek na li…ście wyborczej, mogą go skreślić. Większość zadecyduje o słuszności postawienia tej kandydatury.

27 maj – Ratunku!!…

25 maja zginął w Odrze 26-letni Mieczysław Galicki z Brodów (pow. Sulechów). Taki jest tragiczny bilans utonięć zasygnalizowanych nam w ciągu ostatnich trzech dni – siedem młodych istnień wymazano z rejestru żywych. Starsi zginęli na skutek lekceważenia niebezpieczeństwa kryjącego się w miejscach nieprzeznaczonych na publiczne kąpieliska. Natomiast śmierć młodszych jest rezultatem braku opieki ze strony ich rodziców lub opiekunów. Nikt nie jest w stanie – przy najlepszych nawet chęciach – upilnować życia dorosłego człowieka. Zapamiętajcie to sobie! Unikajcie kąpieli w nieznanych wam odosobnionych miejscach! Wiedzcie, że umiejętność pływania nie daje jeszcze pełnej gwarancji zabezpieczenia przed zatonięciem! Uważajcie na dzieci! (Jar.)

5 grudzień – Stary Grzegorz miał rację…

Otrzymaliśmy wyjaśnienie z WZGS Zielona Góra na jeden z ostatnich „Listów starego Grzegorza”. Wiceprezes WZGS tow. Fr. Wachholc pisze m.in. „Zamieszczone uwagi w liście Starego Grzegorza (Gazeta Zielonogórska z dnia 14.11.1958 r.) pod tytułem Kto z kim psy wiesza” odpowiadają prawdzie. Po zbadaniu przyczyn nieodebrania żywca z punktu skupu w dniu 5.11.1958 r, stwierdziliśmy co następuje: Z powodu pomoru, na wniosek powiatowego lekarza weterynarii, punkt skupu żywca w Nietkowicach był i jest nadal zamknięty. Według oświadczenia Zarządu GS Czerwieńsk, kierownictwo oddziału Pow. Przedsiębiorstwa Gospodarki Zwierzętami Rzeźnymi w Zielonej Górze wspólnie z Powiatową i Gromadzką Radą Narodową ustaliło na dzień 5.11.1958 r. skup interwencyjny, nie powiadamiając o tym Zarządu GS Czerwieńsk. Z tych przyczyn Zarząd GS nie delegował pracownika na punkt skupu w Nietkowicach z gotówką i kwitami zakupu. Na wyznaczony dzień skupu interwencyjnego nie stawił się po odbiór żywca również i Pow.Oddz. Przeds. Gospodarki Zwierzętami Rzeźnymi w Zielonej Górze z przyczyn bliżej dla nas nie znanych. W rozmowie z kierownikiem oddziału tego przedsiębiorstwa ustaliliśmy, że wszelkie ustalenia nowych terminów skupu, bądź inne sprawy uzgadniane będą przede wszystkim z zainteresowanymi GS i PZGS, a na pewno fakt, o którym słusznie pisze Stary Grzegorz, nie będzie miał nigdy miejsca. Skup interwencyjny żywca na punkcie skupu w Nietkowicach odbył się dnia 11.11.1958 r. W tej samej sprawie wyjaśnienie przysłał również Zarząd GS Czerwieńsk. W przeciwieństwie do WZGS, Czerwieńsk … obraził się na „starego Grzegorza”, że skierował zarzuty pod adresem GS, zamiast głównego winowajcy – Przedsiębiorstwa Obrotu Zwierzętami Rzeźnymi w Zielonej Górze. Ponieważ pismo WZGS wyjaśnia sprawę od podstaw, możemy tylko poinformować GS Czerwieńsk, że w ostatecznym rachunku rolników mniej obchodzi fakt kto zawinił, lecz to, że wyznaczony spęd rzeczywiście nie doszedł do skutku. Stąd właśnie – o ile jesteśmy zorientowani, pretensje starego Grzegorza skierowane były pod adresem tego GS, na terenie którego miały miejsce zaniedbania. Sądzimy poza tym, że winowajca – Przedsiębiorstwo Obrotu Zwierzętami Rzeźnymi zechce wytłumaczyć się przed rolnikami z Nietkowic z owej „nawalanki” w dniu 5 listopada 1958 r.

10 grudzień – NOWE SZKOŁY w powiecie sulechowskim

Ruch społeczny – budowy tysiąca szkół – rozwija się także wśród społeczeństwa powiatu sulechowskiego. Wiele wysiłku i inicjatywy wkładają miejscowe władze oświatowe. W tym roku wspólnym wysiłkiem państwa i ludności oddano do użytku 3 izby lekcyjne w Karszynie. W Pomorsku, działający od przeszło roku komitet społeczny dysponuje już ponad 30 tys. zł. Czynem społecznym wykonano szereg prac związanych z odbudową niszczejącego dotychczas zamku, do którego zostanie przeniesiona szkoła. Łączny koszt przystosowania zamku do potrzeb szkoły wyniesie około 1.200 tys. zł. Znajdzie w nim pomieszczenie 5 izb lekcyjnych, pokój na pomoce szkolne, pokój nauczycielski, przedszkole, łaźnia i mieszkania dla nauczycieli. Zakończenie prac nastąpi pod koniec przyszłego roku. W Brodach środkami społecznymi i państwowymi wiosną przyszłego roku rozpoczną się prace nad rozbudową tamtejszej szkoły. Nowy budynek szkolny zostanie oddany do użytku we wrześniu przyszłego roku w Klenicy. Również w Sulechowie w przyszłym roku rozpocznie się budowę nowej, siedmioklasowej szkoły. (han)

Cze 052017
 

Przeglądając gazety wyszukaliśmy artykuły, w których pojawiały się często wzmianki, a czasem i i całe artykuły opisujące o tym, co działo się w naszych miejscowościach. Artykuły te pochodzą z Gazety Zielonogórskiej będącej organem wydawniczym KW PZPR.

25 marzec – Prezydium PRN w Sulechowie nie interesuje się spłatą podatku gruntowego

Terminowa spłata podatków wiejskich ma poważne znaczenie w naszym życiu gospodarczym. Wiedzą o tym dobrze gromadzkie rady narodowe jak np. Smolno Wielkie, gdzie chłopi mobilizowani przez aktyw gromadzki wykonali plan spłaty podatków gruntowych w 104 proc. (…) Gorzej jest natomiast w 14 pozostałych gromadach powiatu sulechowskiego. Prezydia gromadzkich rad narodowych nie troszczą się o to, czy podatki wpływają, czy nie. Aktyw nie mobilizuje chłopów, nie przeprowadza zebrań w gromadach, a jeśli już zebrania się odbywają, to nie mówi się na nich o spłacie podatków. Rezultaty są takie, że gromada Brody spłaciła dotąd zaledwie 20 proc. podatków, a Klępsko 29 proc. (…) (Madziarz – korespondent)

16 kwiecień

W sobotę 9 kwietnia kierownik składnicy węgla w Nietkowicach nie miał czasu na wydanie węgla. Miał natomiast czas na pociąganie z butelki w magazynie ze swym kolegą.

27 kwiecień – Z frontu walki o wysoki urodzaj: ZAPOMNIANE UGORY

W gromadzie Kolsk (pow, Sulechów) zostały ostatnio „wykryte” duże połacie ugorów. W samej tylko wiosce Przegub naliczono około 50 ha. Podobnie jest w gromadzie Brody. Ilość ziemi leżącej ugorem sięga tutaj około 100 ha. Najgorsze jednak jest to, że Powiatowa Rada Narodowa w Sulechowie nie wykazuje zbyt wielkiej ochoty do likwidacji jeszcze tej wiosny. Całą winę usiłuje się zepchnąć na powiatowe rady narodowe w Świebodzinie i Krośnie – skąd gromady Przegub i Brody przybyły w związku z nowym podziałem administracyjnym. Chodzi więc o to, żeby PRN w Sulechowie poczuła się w pełni gospodarzem tych nowych terenów. (Madziarz – korespondent)

29 kwiecień – Rozsierdzony biurokrata

Henryk Wiśniewski – chłop gospodarujący indywidualnie we wsi Brody (pow. Sulechów), starał się o uzyskanie pożyczki na zakup ziarna siewnego. Wniosek jego poparła komisja rolna i Prezydium GRN. Jako nowoosiedlonemu pożyczka się słusznie należała. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie biurokrata, kierownik Gminnej Kasy Spółdzielczej w Sulechowie ob. Ceglarek. Otóż kierownikowi GKS nie spodobał się sposób wypełnienia formularza na pożyczkę. Formularz ten nie był tak wypełniony, jak życzył sobie tego kierownik GKS ob. Ceglarek. Mocno się więc rozsierdził i w obecności kilku interesantów podarł zgłoszony wniosek i rzucając go na podłogę wykrzykiwał „nauczcie się dobrze wypełniać”. Wydaje się nam jednak, że ob. Ceglarek przede wszystkim powinien nauczyć się właściwego stosunku do ludzi i ich spraw. (Madziarz – korespondent)

2 sierpień – Oprócz praw są też obowiązki…

W gromadzie Brody jest wielu rolników, którzy wzorowo wywiązują się ze swoich zobowiązań wobec państwa. Np. Stanisław Pilarski zawsze przoduje w spłacie podatków i we wszystkich innych obowiązkach. Dawno już spłacili podatki gruntowe: Dominik Hapanowicz, Władysław Kozik i wielu innych. Są też i tacy, którym się zdaje, że nie potrzebują wykonywać swoich obowiązków. Taki ob. Kazimierz Bąk, którego sąsiedzi widzą ciągle pijanego, jest dłużny państwu 14 tysięcy złotych. Również zalegają w spłacie podatku Wiktor Wróbel (7 tys. Złotych) i Stanisław Włodarczyk (4 tysiące złotych). Z pewnością PRN Sulechów zainteresuje podobnymi „kwiatkami” i przekona ich przy pomocy sankcji, że w Polsce Ludowej każdy obywatel oprócz praw ma również obowiązki i że tych obowiązków nie należy lekceważyć. (Mieczysław Tylutki – korespondent)

8 sierpień – Kierunek PUNKT SKUPU

Pierwsza zbiorowa dostawa zbóż dla państwa została zorganizowana przez rolników ze wsi Pomorsko. 51 mało i średniorolnych chłopów przyjechało uroczyście do punktu skupu, przywożąc ogółem 9,5 ton żyta. Wśród nich było 10 takich, którzy już całkowicie wykonali plan obowiązkowych dostaw.

11 sierpnia – Dajcie światło

wołają mieszkańcy gromady Brody, w powiecie sulechowskim. 7 nowoosiedlonych rodzin już od roku nie posiada światła elektrycznego. Przyczyną tego jest brak trzech słupów potrzebnych do połączenia reszty domów z siecią wiejską w Brodach. Pomimo wielokrotnego zwracania się do kompetentnych władz w Sulechowie, a potem w Krośnie, mieszkańcy tej wsi oprócz obietnic, nie otrzymali nic. W ich domach nadal panują „egipskie ciemności”. Tymczasem sprawa światła dla 7 rodzin jest przerzucana jak piłka z jednej rady do drugiej. Trudno jest dociec, która rada narodowa opiekuje się Brodami. Mamy nadzieję, że wkrótce opiekun, który zdecyduje się postawić 3 drewniane słupy i da upragnione światło 7 rodzinom osiedlonym w Brodach w 1954 r. (M. Tylutki – korespondent)

16 sierpnia – Kierunek PUNKT SKUPU

Chłopi z gromady Brody w powiecie sulechowski w dniu 4 sierpnia zorganizowali zbiorową dostawę zboża dla państwa. Do punktu skupu dostarczyli oni 10 ton ziarna. Dziewięciu rolników z gromady wywiązało się w tym dniu w 100 proc. z całorocznego planu dostaw. Przykład ten powinien posłużyć na wzór tym wszystkim gospodarzom, którzy zwlekają z dostawą – chociaż zboże już omłócili. (Antoni Kmieć)

29 październik – Woda w jęczmieniu czy w głowie? 

Maj 072017
 

Przeglądając gazety wyszukaliśmy artykuły, w których pojawiały się często wzmianki, a czasem i i całe artykuły opisujące o tym, co działo się w naszych miejscowościach. Artykuły te pochodzą z Gazety Zielonogórskiej będącej organem wydawniczym KW PZPR.

29 styczeń – Przyczyny obiektywne czy brak inicjatywy?

Pierwszym krokiem gminnej komisji zbożowej w Nietkowicach (pow. Krosno) było sporządzenie listy wszystkich zalegających w dostawach zboża chłopów tej gminy i wezwanie ich na rozmowę. Termin ustalono na 22 bm. Ale 21 wyłoniła się nieprzewidziana trudność. Zachorował wiceprzewodniczący GRN (przewodniczący przebywa obecnie na kursie). Pozostali członkowie komisji zdecydowali, że wobec niepełnego składu komisji zbożowej rozmowa z wyznaczonym dniu odbyć się nie może. Wszyscy chłopi, którzy przybyli na wezwanie, odjechali powrotem nic nie załatwiwszy. Tak więc termin ostatecznego rozliczenia w gminie Nietkowice znów się odwlekł. Członkowie komisji uważają jednak, że wszystko jest w porządku, gdyż w myśl instrukcji komisja nie może decydować o takiej czy innej sprawie w niepełnym składzie. A przecież zamiast wiceprzewodniczącego GRN mógł wejść w skład komisji z ramienia Gminnej Rady Narodowej sekretarz Prezydium. Można też było zawiadomić władze powiatowe, które mogłyby delegować do Nietkowic członka komisji powiatowej. Wyjście można więc było znaleźć, gdyby członkowie komisji wykazali więcej inicjatywy. A tego właśnie wymaga od nich władza ludowa, tego domagają się świadomi chłopi pracujący.

29 marzec – Z życia sportowców naszej wsi

Poważne osiągnięcia odnoszą LZS-y w spotkaniach towarzyskich w kołami innych zrzeszeń. W Nietkowicach tamtejszy LZS pokonał w meczu piłkarskim Zryw Zielona Góra. (koresp. Kancelarczyk)

31 marzec – Wieś zielonogórska przed nowym podziałem administracyjnym

Uchwała Rady Ministrów o powołaniu do życia gromadzkich rad narodowych wzbudziła zrozumiałe zainteresowanie wśród szerokich rzesz chłopskich naszego województwa. Wyrazem tego są ożywione dyskusje toczące się na zebraniach gromadzkich, na których omawia się sprawy związane z wprowadzeniem nowej uchwały w życie, rozmieszczeniem i organizowaniem nowych rad. Na zebraniach tych chłopi podkreślają, że dotychczasowy system był przestarzały, nie spełniał swych zadań – zadań ścisłej więzi administracji państwowej w pracującą ludnością wiejską. Wskazują oni, że powstanie nowych rad oznacza przegrupowanie sił, zbliżenie władzy do pracującej ludności wiejskiej, szersze niż dotychczas wciąganie mas chłopskich do rządzenia państwem. Na zebraniu w Nietkowicach (pow. Krosno Odrzańskie) mimo, że zebranie poświęcone było innym zagadnieniom, wiele uwagi poświęcono sprawom organizowania gromadzkich rad narodowych. Chłopi pracujący przyjęli uchwałę z zadowoleniem zwracając uwagę na to, że dotychczas mieli niejednokrotnie po 10 kilometrów do siedziby GRN. Obecnie, mówili oni, trudności te zostaną pokonane, a ponadto sami bezpośrednio będziemy kontrolować pracę Prezydium Rady Gromadzkiej. W czasie dyskusji nad projektami nowego podziału, ludność wysuwa konstruktywne wnioski o zmiany niektórych projektów. Wnioski te po przedyskutowaniu są w większości wypadków aprobowane.

8 kwiecień – Wieś zielonogórska w walce o sprawny i terminowy siew

Z wielkim entuzjazmem przystąpili pracujący chłopi gminy Nietkowice do realizacji podjętych przez siebie zobowiązań zjazdowych – terminowego wykonania siewu wiosennego. Jako pierwszy siew zakończył ob. Pawelczyk. W roku bieżącym, wprowadzając nowe metody uprawy ziemi, obsiał on część ziemi siewem krzyżowym. Za jego przykładem siew krzyżowy postanowili zastosować również i inni chłopi. Ogółem w gminie Nietkowice siewy rozpoczęły cztery gromady. Pozostałe, z uwagi na mokre gleby, siewy rozpoczną nieco później. Przystępując do walki o całkowite wykorzystanie ziemi uprawnej, chłopi z Nietkowic zlikwidowali w kampanii siewnej 110 ha odłogów zasiewając na nich zielonki. Swe osiągnięcia w kampanii siewnej gmina Nietkowice zawdzięcza przede wszystkim dobrej pracy Komitetu Gminnego PZPR. Członkowie KG wiele rozmawiają z mało i średniorolnymi chłopami, pomagają im w natychmiastowym likwidowaniu wszelkich niedociągnięć. ((H.Panasiuk, St.Mania)

9 kwiecień – Dlaczego…

w Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Nietkowicach nie ma małych wymiarów podków, wiader, łopat, gwoździ i dostatecznej ilości nawozów azotowych? (St. Mania – korespondent)

15 lipiec – Korespondenci piszą o skupie: „Gmina Nietkowice na dobrej drodze”

Do niedawna gmina Nietkowice należała pod względem realizacji obowiązkowych dostaw zwierząt rzeźnych do najgorszych gmin w powiecie Krosno Odrzańskie. Jedną z najważniejszych przyczyn tego stanu było samouspokojenie, jakie zapanowało wśród członków i pracowników Prezydium GRN. Towarzysze z gminy Nietkowice zapomnieli, że na wsi toczy się ostra walka klasowa, że kułak i spekulant wcale nie zamierzają rezygnować z prób sabotowania obowiązkowych dostaw, odciągając również od pełnej realizacji planów mniej świadomych chłopów średniorolnych, a nawet i małorolnych. Prawie wcale nie stosowano sankcji karnych w stosunku do opornych, których w gminie Nietkowice przecież nie brakowało. W początkach czerwca nastąpiła jednak poważna poprawa. Przyczynił się do jej osiągnięcia prokurator powiatowy z Krosna; przyjechał on do gminy i na miejscu przeprowadzał rozmowy z zalegającymi. Rozmowy takie przeprowadzili również członkowie Prezydium GRN i KG w Nietkowicach. Dało to dobre wyniki. Oto np. Franciszek Sysiak z gromady Sycowice, który zabiegał uprzednio o przesunięcie terminu dostawy, przywiózł niedawno na punkt skupu tucznika o wadze 216 kg likwidując wszystkie swoje zaległości. Feliks Jędro z gromady Radnica sprzedał państwu tucznika o wadze 210 kg, wykonując tym samym całoroczny plan. Dominik Hapanowicz z gromady Brody dostarczył tucznika o wadze 220 kg. Podobne zaległości zlikwidowali Stanisław Żrechowski z gromady Sycowice i inni. Stefan Soroko z gromady Nietkowice, który dotychczas tłumaczył się zawsze, że ma jedynie „małego prosiaczka” i nie może wykonać planu, po rozmowie z prokuratorem przywiózł tego małego prosiaczka na spęd, gdzie okazało się, że waży on 116 kg. Praca, jaką podjęto w gminie Nietkowice nie może być przerwana. Powinna ona stać się początkiem stałej, systematycznej walki o pełną i terminową realizację obowiązkowych dostaw. Nietkowicka organizacja partyjna i Prezydium Gminnej Rady Narodowej powinni szczególnie dbać o to, ażeby członkowie partii i aktyw rad narodowych przodowali w wykonywaniu obowiązków wobec państwa, pociągając swoim przykładem innych. Nie można też zaniedbać środków administracyjnych, które – jak wskazują przykłady – dają widoczne rezultaty. (Eugeniusz Rawa)

16 październik – Kilka cyfr i faktów z powiatu Krosno

W powiecie Krosno Odrz. wykryto ogółem 1.379 ha odłogów i ugorów zdatnych do zagospodarowania. Z tego na dzień 30 września zagospodarowano 9625 ha. Najlepiej zorganizowały prace na odłogach gminy Kosiarz i Bytnica. Gorzej jest w gminie Nietkowice, gdzie ociągają się z zagospodarowaniem odłogów chłopi z gromady Brzezie i Radnica. (…) Trzeba więc usilnej pracy aktywu gromadzkiego, POM i rad narodowych, aby nadrobić zaległości. (Szuryn)

Kwi 292017
 

Przeglądając gazety wyszukaliśmy artykuły, w których pojawiały się często wzmianki, a czasem i i całe artykuły opisujące o tym, co działo się w naszych miejscowościach. Artykuły te pochodzą z Gazety Zielonogórskiej będącej organem wydawniczym KW PZPR.

16 styczeń – Nasi czytelnicy piszą: „Zginęły listy płac wraz z instruktorem”

Jestem pracownicą zlewni w gromadzie Brody gmina Nietkowice pow. Krosno. Przydzielony do naszej gminy instruktor PZM zaniedbuje swoje obowiązki, krzywdząc w ten sposób pracowników rozlewni oraz dostawców mleka. Do tej pory nie wypłacił on pracownikom wynagrodzenia za listopad oraz popełnił omyłkę na liście płacy, przez którą 5-ciu dostawców nie otrzymało w ogóle wypłaty. Instruktor zabrał 3 grudnia ub. roku wykazy dostawców i pojechał do oddalonej o 18 km Radnicy. Od tego czasu więcej się nie pokazał. (Pracownica zlewni z gromady Brody gmina Nietkowice pow. Krosno

Od Redakcji: PZM w Krośnie winien natychmiast zainteresować się dotychczasową pracą instruktora oraz jak najszybciej wypłacić wynagrodzenie tak pracownikom zlewni, jak i dostawcom mleka

12 luty – Pełnomocnik nie spieszy się, a plantatorzy z gromady Brody czekają

Rok 1952 już dawno minął. Prowadzi się kontraktację buraka cukrowego na rok bieżący, a my plantatorzy buraka z gromady Brody nie otrzymaliśmy dotąd należnego nam z tytułu kontraktacji za rok ubiegły cukru, ani wysłodków nieodzownych do karmienia bydła. Winę za to ponosi nasz pełnomocnik i mąż zaufania Ignacy Więcek, który zaniedbuje swoje obowiązki. Nie pomyślał on dotąd o sprowadzeniu z Zielonej Góry cukru i wysłodków przeznaczonych dla nas a zajmujących tam niepotrzebnie magazyny. Wielokrotnie zwracaliśmy się już w tej sprawie do naszego pełnomocnika prosząc o wydanie nam upoważnień do odbioru cukru i wysłodków, lecz zawsze bezskutecznie. Wskutek tego plany kontraktacyjne na rok bieżący nie są realizowane w należytym tempie. W sprawie tej winna niezwłocznie interweniować cukrownia wschowska. (Plantatorzy buraka cukrowego Brody)

15 kwiecień – Dostawy ziemniaków

W gminie Nietkowice (posiadającej największe zaległości)i w gminie Bobrowice prezydia GRN nie zwróciły dotychczas uwagi na fakt, że z obowiązku odstawy nie wywiązali się dotychczas sołtysi i niektórzy aktywiści. Nie wyciąga się konsekwencji służbowych i wynikających z dekretu o obowiązkowej dostawie ziemniaków – wobec zalegającego z odstawą 3000 kg ziemniaków sołtysa gromady Pomorsko ob. Chruszczyka.

30 kwiecień – W gromadzie Brody powstała spółdzielnia produkcyjna

27 lipiec – Korespondenci sportowi piszą

Niedawno odbyły się zawody towarzyskie między młodzieżą LZS z Nietkowic i Kożuchowa. W meczu piłkarskim LZS Nietkowice pokonał LZS Kożuchów 4:2 (2:1), strzelając bramki przez Woźniaka 3 i Jankowiaka 1. W meczu koszykówki zwyciężyli również sportowcy LZS Nietkowice 60:14, natomiast w siatkówce wygrał Kożuchów 3:0. (Kancelarczyk)

12 październik – Z FRONTU WALKI O SKUP ZBOŻA: Kto przoduje w odstawie zboża w gminie Nietkowice, a kto wlecze się w ogonie?

W gminie Nietkowice (pow. Krosno Odrzańskie) wielu chłopów dobrze zrozumiało znaczenie obowiązkowych dostaw zboża dla państwa. Do tych, którzy dobrze wykonali już z nadwyżką swój roczny plan dostaw należą: Stanisław Miller i Józef Antczak z gromady Bródki, Stanisław Gołaś i Jan Jurewicz z gromady Nietkowice, Władysław Zioło i Michał Maresania z gromady Radnica, Stanisław Szczepuła i Hipolit Rzeszowski z gromady Pomorsko, Marian Łukowski, Konstanty Łotyszonek i Stanisław Pilarski z gromady Brody oraz wielu innych. Postawa ich powinna być przykładem dla chłopów, którzy ociągają się ze sprzedażą zboża dla państwa. Z ich patriotycznej postawy winni wziąć wzór tacy opieszalcy jak: Wincenty Kieler, Józef Tatarynowicz, Franciszek Wysoki z gromady Brody, Stefan Sarzyński z Będowa, Józef Ragus i Franciszek Bruś z gromady Nietkowice, którzy bagatelizują swoje obowiązki wobec ojczyzny – utrudniają wykonanie w terminie planów gminy i powiatu. Prezydium GRN w Nietkowicach winno zatroszczyć się o to, aby przodujący w dostawach zboża chłopi przystąpili do usilnej pracy polityczno-uświadamiającej wśród mało i średniorolnych chłopów ociągających się z odstawami. Wobec elementów kułackich winny być zastosowane ostre sankcje. (Franciszek Więcek – korespondent)

17 październik – Na spółdzielczej drodze

24 październik – Kina wiejskie wykonały plan roczny

Kina wiejskie w naszym województwie już w dniu 20 października wykonały swoje roczne plany. Na czoło wysunęły się kina stałe w Żukowicach, Nietkowicach, Iłowej, Nowych Czaplach, Świdnicy, Brodach i Torzymiu.

7 listopad – Nowe punkty usługowe powstały w naszym województwie

Właściwie zorganizowana sieć punktów usługowych odgrywa ogromną rolę w zaspokojeniu codziennych, bytowych potrzeb ludności. I dlatego spółdzielczość pracy województwa zielonogórskiego uruchamia coraz to nowsze punkty usługowe różnych branż. I tak ostatnio zorganizowano w naszym województwie 17 nowych punktów usługowych. (…) Lgiń, Łysina (pow. Wschowa) oraz Nietkowice (pow. Krosno) otrzymały punkty usługowe szewskie, wykonujące wszelkie naprawy obuwia.

10 listopad – Aby każdy robotnik posiadający gospodarstwo rolne wykonał swój obowiązek wobec państwa

Z Arkadiuszem Kisielem z gromady Nietkowice, który pracuje w Zakładach im. M.Nowotki jako strażnik przemysłowy i sumiennie spełnia swe obowiązki służbowe – nie trzeba było przeprowadzać rozmów indywidualnych. W terminie i ilości, jaką przewidywał plan – mówił Kisiel – sprzedałem państwu 125 kg zboża, 216 kg ziemniaków, 200 litrów mleka i 40 kg żywca. Starałem się połączyć pracę zawodową z zajęciami w gospodarstwie tak, aby i w gromadzie i w pracy byli ze mnie zadowoleni, no i by w terminie wywiązać się ze wszystkich obowiązków wobec państwa. Zdaję sobie w pełni sprawę z tego, że przez sumienne i terminowe wywiązywanie się z obowiązków umacniam siły nasze ojczyzny i utrwalam podstawy sojuszu robotniczo-chłopskiego.

23 listopad – Złośliwie oporni chłopi sprawiedliwie ukarani

Z końcem października Br. powiat krośnieński przekroczył 90 proc. rocznego planu skupu zboża. Osiągnięcie to stało się możliwe dzięki właściwej postawie większości pracującego chłopstwa tego powiatu. Ale znaleźli się i tacy, którzy do końca usiłowali kryć się za plecami uczciwych chłopów i w dalszym ciągu zwlekali z odstawą zboża, przeszkadzając w osiągnięciu 100 proc. planu dostaw. Do takich należał Józef Suchara z gromady Bytnica. (…) Inny złośliwie uchylający się z obowiązku dostaw to Bronisław Łobzowski z gromady Toporów. (…) Godnym kompanem Łobzowskiego jest Andrzej Gowin z gromady Pomorsko. Nie sprzedał on państwu ani kilograma zboża. Nie wykonał także i innych obowiązków jak dostawa mleka, żywca itp. Do tych, którzy opóźniają wykonanie planu w 100 proc. należał również Szczepan Dzieliński, Stefan Bytniewski z gromady Brody oraz Józef Ostrowski z Łagowa (gmina Dąbie). Wszystkich ich charakteryzuje jednakowo lekceważący stosunek do wykonywania planu dostaw. Bytniewski rozzuchwalił się na tyle, że nie raczył się stawić na posiedzenie Kolegium Orzekającego, rozpowiadają, że i tak mu nic nie zrobią. Niedawno Suchara, Łobzowski, Ostrowski, Gowin, Dzieliński i Bytniewski znaleźli się na ławie oskarżonych przed Sądem Powiatowym w Krośnie Odrzańskim. Sąd stanął na stanowisku, że wszyscy oni w złośliwy, perfidny sposób starali się uchylić od wykonania swych podstawowych obowiązków wobec państwa, za co zostali skazani na areszt od 2 miesięcy do 1 roku. Słuszna i sprawiedliwa kara jaka dosięgła rozzuchwalonych kułackich zauszników, którzy lekceważyli zarządzenia władzy ludowej, niech będzie ostrzeżeniem dla tych wszystkich, którzy chcieliby sabotować obowiązkowe dostawy zboża, mleka i żywca i w ten sposób podważać sojusz robotniczo-chłopski. (E.Rawa – korespondent)

Kwi 092017
 

Gazeta Lubuska

Przeglądając gazety wyszukaliśmy artykuły, w których pojawiały się często wzmianki, a czasem i i całe artykuły opisujące, co działo się w naszych miejscowościach. Niektóre artykuły cytujemy w całości, a z niektórych wzmianek wybraliśmy informacje będące dziś niejako kroniką. Artykuły te pochodzą z Gazety Lubuskiej (od 01.01.1950 do 05.08.1950) oraz Gazety Zielonogórskiej (od 06.08.1950 do 30.06.1975) będących organem wydawniczym Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

18 luty – „Przedterminowo wykonaliśmy plan skupu zbóż – wykonamy też przedterminowo akcję siewną” – mówią chłopi z gromady Brzezie pow. Krosno Odrzańskie

Długa kolumna wozów chłopskich zatrzymała się przed i w pobliżu punktu skupu Gminnej Spółdzielni Zw. Samopomocy Chłopskiej. Na wielu wozach powiewają biało-czerwone i czerwone sztandary oraz transparenty. W pierwszym wozie zajęła miejsce orkiestra wiejska. W momencie kiedy dano znać ręką – orkiestra zagrała sążnego marsza. Chłopi byli u celu. To gromada Brzezie, gmina Nietkowice, pow. Krosno Odrzańskie, zorganizowała w ramach „dnia zbożowego” masową odstawę zboża. Dotrzymali chłopi swego zobowiązania. W dniu 15 lutego mieli wykonać gromadzki plan skupu w 100 proc. – i też go wykonali. Już za chwilę zawartość pękatych worków poczęła znikać w głębi przestronnego magazynu. Ładne, zdrowe ziarno zsypane zostało na „górę zbożową”, która pęczniała coraz bardziej, przybierając kształt falistej piramidy. W magazynie gwarno. Mimo przejmującego chłodu chłopi mają zdrowy humor. Dowcipkując, „nabijają” się z tych, którzy nadal ociągają się z planową dostawą swych nadwyżek zbożowych. Na szczęście mało jest takich w Brzezin. To dobry znak. Tuż przy wadze zastajemy m.in. ob. Franciszka Piotrkowskiego, biedniaka na 2 hektarach. Przywiózł dziś do spółdzielni 6 kwintali zboża, co wynosi 300 proc. Przewidzianego dla niego planu. „Oddaję swą nadwyżkę zbożową – mówi ob. Piotrkowski – aby robotnicy w miastach wiedzieli, że my, małorolni, walczymy z nimi ręka w rękę o szczęśliwą przyszłość naszej Ludowej Ojczyzny. Wiem, że robotnik, dla którego potrzeb dostarczam swoje zboże, ze swej strony wykonywać będzie dla wsi coraz więcej maszyn i narzędzi rolniczych, które pomogą nam uprawiać ziemię lepiej i uczynić ją jeszcze bardziej wydajną”. Rozmowie przysłuchiwała się małorolna chłopka ob. Maria Wasilewska. Miała odstawić 150 kg zboża, lecz przywiozła dziś do magazynu jeszcze raz tyle, to znaczy 300 kg. Stojący obok średniorolny chłop ob. Adam Korneluk, który swój plan skupu wykonał w 160 proc. powiedział: „ Ja tam kułackich podań nawet nie słucham. Musimy się wreszcie wszyscy chłopi przyzwyczaić do tego, aby zboże odstawić terminowo, to znaczy wtedy, kiedy je potrzebuje Państwo”. Dużą zasługę w wykonaniu przez gromadę plany skupu ma sołtys ob. Maszyna. Twierdzi on, że przy dobrze zorganizowanej pracy każda inna gromada może i powinna osiągnąć te same wyniki, co „jego” gromada tj. wykonać plan w 100 procentach. Wykonać 100 procent planu to sukces. Dla chłopów z Brzezia uzyskanie tak chwalebnego wyniku jest jednak tylko – jak mówi sołtys – „rzeczą najzwyczajniejszą w świecie”, wypływającą z solidarnej postawy i głębokiej świadomości obywatelskiej. Przedterminowo wykonaliśmy plan skupu zboża – stwierdza z naciskiem sołtys Maszyna – i przedterminowo wykonamy też wiosenne prace w polu. Po chwili dodał: taka już nasza chłopska natura”. Obywatelska postawa chłopów z Brzezia jest godna pochwały. Przykład powinni brać z niej wszyscy chłopi naszego województwa obecnie, kiedy wieś przygotowuje się już w całej pełni do nowego wielkiego zadania – wiosennej akcji siewnej. (Ski)

4 marca – Brak świetlicy w Nietkowicach pow. Krosno hamuje pracę miejscowego Koła ZMP

Praca organizacyjna ZMP na terenie gminy Nietkowice daje coraz lepsze wyniki. Dzięki akcji ZMP-owców zostanie na terenie gminy zlikwidowany analfabetyzm. Młodzież postanowiła zakończyć akcję walki z analfabetyzmem do dnia 25 kwietnia. Również życie kulturalno – oświatowe w gminie Nietkowice przybiera na sile. Coraz więcej mieszkańców prenumeruje czasopisma. Ostatnio ZMP-owcy podjęli współzawodnictwo z Krosnem w prenumerowaniu pism. Jedyną bolączką młodzieży jest brak świetlicy w gromadach Będów, Brody i Pomorsko, gdzie zebrania odbywają się w ciasnych pomieszczeniach. Gromada Nietkowice również nie posiada świetlicy, ponieważ została ona przejęta przez komitet Gminny PZPR. Brak świetlic w poszczególnych gromadach utrudnia młodzieży pracę organizacyjną. Młodzież ZMP-owska ma nadzieję, że Prezydium GRN przeanalizuje to zagadnienie i będzie mogło przydzielić młodzieży ZMP możliwe pomieszczenie nadające się na świetlicę. (Jakub Sowiński – korespondent terenowy)

15 marca – Koło ZMP w gromadzie Pomorsko pow. Krosno dobrze pracuje społecznie

29 marca – Chłopi gromady Bródki gminy Nietkowice pow. Krosno Odrz. podejmując apel załogi Zakładów Przemysłowych Stowarzyszenia Mechaników w Pruszkowie, zobowiązali się jako Czyn 1-Majowy uprawić 4 ha odłogów. (Eugeniusz Rawa – korespondent wiejski)

3 kwietnia – Gromada Bródki pow. Krosno odpowiada na apel gromady Spławie

Kontraktacja w gromadzie Bródki gminy Nietkowice pow. Krosno Odrz. nie była należycie prowadzona. Powodem było stanowisko pracownika gorzelni w Sycowicach, który sprawę kontraktacji potraktował w bardzo swoisty sposób. Przede wszystkim nie nawiązał on kontaktu z kierownikiem grup producentów, a wszystko załatwiał sam „od ręki”. Chodził więc po mieszkaniach, a kiedy spotkał się z pretensjami, że za dużo nałożono kontraktacji ziemniaków gorzelnianych, oświadczył chłopom, by każdy z nich sadził tyle ziemniaków ile im się podoba. Nie poinformowani należycie chłopi o korzyściach kontraktacji nie chcieli kontraktować w ogóle. Ten stan rzeczy został naprawiony kiedy na zebraniu gromadzkim ob. Helena Świadek, inspektorka kobieca Zarządu Powiatowego ZSCh wytłumaczyła znaczenie kontraktacji w realizacji Plany 6-letniego i udział chłopów w froncie narodowym. Zmieniło to od razu nastawienie chłopów, biedniacy oraz średniacy od razu przystąpili do kontraktacji. M.in. og. Hejdasz stwierdził: „mam 1 ha ziemi, zrozumiałem jednak dokładnie zadania 2 roku Planu 6-letniegooraz frontu narodowego w walce o pokój i zakontraktuję 5 arów ziemniaków”. Biedniacy i średniacy postanowili podjąć apel gromady Spławie zwiększając wydajność pszenicy z 1 ha o 1q oraz zaorać i obsiać 4 ha odłogów, wzywając do współzawodnictwa w akcji siewnej i wydajności z ha gromadę Brzezie. (Eugeniusz Rawa – korespondent zakładowy)

13 kwietnia – Jak w praktyce oświatowcy powinni realizować swoje zadania w środowisku młodzieżowym? Na pytanie to kierownik wydziału propagandy KW PZPR odpowiada następująco: „weźmy dla przykładu niedawno prowadzoną przez naszą Partię akcję skupu zboża. Akcja ta poważnie przeorała naszą wieś. W toku walki o plan, rozstrzygały się wahania naszych średniorolnych chłopów, którzy w przeważającej większości wzmocnili sojusz robotniczo – chłopski na wsi. Czyż można choćby na chwilę przypuszczać, że rozmowy prowadzone w domu na temat skupu zboża nie oddziaływały na duszę młodego dziecka? I chociaż w ostatecznym wyniku wygraliśmy walkę o postawę polityczną średniaków, to jednak nie mamy gwarancji, czy na wnikliwej duszy ich dzieci nie pozostał osad z okresu ich tj. średniaków, wahań. A przecież gdyby w tej poważnej kampanii współdziałała szkoła, gdyby nauczyciele-wychowawcy, czując się odpowiedzialnymi za socjalistyczne wychowanie powierzonych mu dzieci, rozumiejąc swoją rolę w walce o postęp i rozkwit własnej Ojczyzny, wyjaśniali należycie znaczenie planowego skupu zboża dla realizacji naszego Planu 6-letniego, to spełniliby oni swój patriotyczny obowiązek wobec ojczyzny. Mamy przecież takich nauczycieli, którzy tak postąpili. Wystarczy podać dla przykładu, że rolę swoją na gromadzie dobrze pojął nauczyciel tow. Wacław Jankowiak z gminy Nietkowice, pow. Krosno. Omówił on na lekcjach szeroko znaczenie planowego skupu zboża, a w styczności z dziećmi na terenie pozaszkolnym wracał często do tego tematu. Jedna z uczennic po powrocie z lekcji zapytała swego ojca Wacława Jurewicza, czy wywiązał się już z planowej odstawy zboża. Ojciec początkowo nie chciał słuchać, tłumacząc córce, że „wtrąca się do spraw, które obchodzą starszych”. Gdy mu jednak córeczka wytłumaczyła, że zboże jest koniecznie potrzebne dla robotników w mieście, którzy pracują w przemyśle i dostarczają wsi maszyn rolniczych, nawozów i innych produktów, gdy przekonała go, że wywiązanie się z obywatelskiego obowiązku w planowym skupie zboża jest obowiązkiem Polaka, że poprzez wykonanie planowego skupu przyspieszymy realizację Planu 6-letniego, a przez to przyczyniamy się utrwalenia pokoju – ojciec, średniorolny chłop, na drugi dzień, mimo niedzieli, odstawił do punktu skupu swą nadwyżkę zbożową. Słowa ojca tej uczennicy, który oświadczył, że argumenty córki przekonały go i przełamały jego wahania, powinny dla wszystkich oświatowców na terenie naszego województwa stać się wskazaniem w ich pracy na przyszłość. Oto, w jaki prosty sposób nauczyciel może stać się w praktyce – mówiąc słowami Tow. Stalina – jednym z ogniw łączących masy chłopskie z klasą robotniczą.

2 sierpnia – Co na to PZGS w Krośnie?

Złe zaopatrzenie filii GS w Nietkowicach powiat Krosno w artykuły pierwszej potrzeby powoduje narzekania mieszkańców okolicznych gromad. Np. w filii brak od dłuższego czasu: piwa, lemoniady, cukru, nici, zapałek, naczyń kuchennych, papierosów, a nawet cukierków i ciastek. Chłopi gromady radnica są tym systemem zaopatrzenia rozgoryczeni, ponieważ po wymienione artykuły muszą jechać do Krosna lub do Zielonej Góry, na co tracą zbyt wiele czasu w tak ważnym okresie, jak żniwa. Należy jak najszybciej obudzić ze snu Zarządy GS i PZGS w Krośnie, aby braki natychmiast zostały usunięte i filie te zostały należycie zaopatrzone. (bi)

19 września – LZS Bytnica-LZS Nietkowianka 0:3

W Nietkowicach gościła drużyna LZS Bytnica, która rozegrała z miejscowym zespołem mecz piłkarski o mistrzostwo klasy powiatowej Krosno n/Odrą. Zwycięstwo odniosła drużyna LZS „Nietkowianka” w stosunku 3:0 (1:0). Gra była wyrównana. Zawody wywołały wielkie zainteresowanie miejscowej ludności. (Wolski)

6 październik – Młodzi technicy-Warszawie

Przy Wojewódzkiej komendzie Straży Pożarnej w Zielonej Górze odbywa się obecnie Kurs Młodych Techników Akcji Zapobiegawczej. Na ostatnim zebraniu kursanci podjęli czyn godny pochwały. Młodzi technicy jednogłośnie postanowili przepracować całą niedzielę na rzecz Odbudowy Warszawy. Zadowoleni ze swego zobowiązania i z wielkim entuzjazmem pomocy Warszawie – w niedzielę 16 bm. Wyjechali do Nietkowic, pow. Krosno, gdzie przez cały dzień pracowali przy załadowywaniu cegły na wagony. Należy zaznaczyć, że młodzi technicy wzięli już poprzednio udział w akcji żniwnej. Po całodziennej pracy, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku młodzi technicy postanowili pracować i uczyć się jeszcze ofiarniej. (kursanci)

27 październik – Kto nie brał udziału w zbiorowym transporcie ziemniaków w gromadzie Brody powiatu krośnieńskiego?

Jak dla wszystkich innych gromad naszego województwa, tak też dla gromady Brody gmina Nietkowice pow. Krosno n.O. sprawa terminowej odstawy ziemniaków dla robotników w miastach stała się sprawą honoru większości chłopów. Zagadnieniem wypełnienia planu gromadzkiego żyła od wielu dni podstawowa organizacja partyjna tej gromady. Stworzono tam silny aktyw, który poprzez osobiste kontakty z poszczególnymi chłopami zmobilizował całą gromadę do odstawy zbiorowej. W dniu 23 bm. Chłopi zorganizowali kolektywny transport ziemniaków. Na przeszło 20 udekorowanych flagami robotniczymi, transparentami i zielenią wozach i furmankach odwieźli oni do punktu skupu 9 ton ziemniaków niekontraktowanych. Na czele transportu jechał ob. Jan Piszcz, który wiózł na swoim wozie 650 kg ziemniaków. Za nim jechali chłopi Jan Pietrzykowski, Władysław Pluto, wdowa i matka pięciorga dzieci ob. Amelia Dojlide i wielu innych. W Brodach ziemniaki obrodziły w tym roku nie najgorzej, jednakże nie wszyscy miejscowi chłopi poczuli się do obywatelskiego obowiązku i nie wzięli udziału w ogólnogromadzkiej odstawie. Chłopi, którzy brali udział w kolektywnym transporcie pytają dlaczego razem z nimi nie odstawili ziemniaków tacy, jak Bolesław Lachowicz, Józef Wysoki, Antoni Tatarynowicz, Bronisław Waleriańczyk, Władysław Dębek, Stanisław Rola, Wincenty Wieczorek, Władysław galijski, Anna Stankiewicz, Władysław Żurek, Witold Czerwieński, Aleksander Czerwieński i inni. Gromada Brody piętnuje takich chłopów co to uważają, że plan gromadzki będzie wykonany bez nich. Robotnicy miasta czekają na ziemniaki od każdego, kto je posiada i zobowiązany jest do ich odstawy. Każde ociąganie się – jak to słusznie powiedział ob. Piszcz – to wroga postawa wobec całego narodu polskiego, walczącego z uporem o swoje lepsze jutro. (ekipa nr 1)

Mar 272017
 

Gazeta Lubuska

Przeglądając gazety wyszukaliśmy artykuły, w których pojawiały się często wzmianki, a czasem i i całe artykuły opisujące, co działo się w naszych miejscowościach. Niektóre artykuły cytujemy w całości, a z niektórych wzmianek wybraliśmy informacje będące dziś niejako kroniką. Artykuły te pochodzą z Gazety Lubuskiej (od 01.01.1950 do 05.08.1950) oraz Gazety Zielonogórskiej (od 06.08.1950 do 30.06.1975) będących organem wydawniczym Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

7 styczeń – Zakończenie rejestru rezerw osobowych w powiecie Krosno

W ramach rejestracji rezerw osobowych mężczyzn urodzonych w latach 1905-1918 zamieszkałych w pow. Krośnieńskim, Wojskowa Komisja Rejestracyjna odbyła spisy, przyjeżdżając do wyznaczonych punktów spisowych w gminach i miastach, gdzie dokonywano rejestracji. (…) Do najlepiej zorganizowanych punktów rejestracji należy zaliczyć m.in. gminę Nietkowice. Gmina Maszewo wykazała się zrozumieniem potrzeb komisji, gdzie czynny udział wzięło miejscowe koło Ligi Kobiet dając dobry przykład koleżankom z koła w Bytnicy i Nietkowicach, które nie wykazały żadnej żywotności, zainteresowania ani współpracy. Gmina Nietkowice zamykała objazd Komisji po pow. Krosno. W dniu jej wyjazdu Podstawowa Organizacja Partyjna PZPR, ZS oraz Zarząd Gminny w osobach tow. wójta Sobkowiaka, sekr. gm. PZPR Zabłockiego, sekr. ZS ob. Łonia, żegnali Komisję w imieniu gm. Nietkowice oraz pow. Krosno, w prostych słowach dając wyraz chęci współpracy oraz serdecznego ustosunkowania się mas ludowych do Odrodzonego Wojska Polski Ludowej. (Jn)

8 czerwiec – Zorganizować w Gm. Nietkowice koło Samopomocy Chłopskiej

Gromada Brzezie w gminie Nietkowice pow. Krosno, jest chyba jedną gromadą nie posiadającą Gromadzkiego Koła Samopomocy Chłopskiej. Były już wprawdzie próby zawiązania Koła SCh, spełzły one jednak na niczym. Kilkakrotnie odbywały się zebrania gromadzkie, na których przewodniczący GRN tow. Józef Szczepiła oraz sekretarz Gminnego Zarządu ZSCh wygłaszali referaty omawiające znaczenie ZSCh na wsi – jednak nic nie zdołało „rozruszać” mieszkańców tej gromady. Drugą bolączką, która nurtuje mieszkańców gm. Nietkowice jest biurokracja i brak kolektywnej pracy w Gm. Zarz. ZSCh. Są wypadki, że pisma wpływające do Zarządu leżą nieraz po kilka lub kilkanaście dni, zanim nabiorą „mocy urzędowej”. Prezes Gminnego Zarz. ob. Jan Mesjasz mało interesuje się pracą ZSCh i wszelkie sprawy składa na barki sekretarza Henryka Packa, który nie może podołać swoim obowiązkom. Na przykład: nie rozprowadzono dotychczas znaczków i legitymacji ZSCh, które leżą na biurku sekretarza od 12 kwietnia br. mimo, że mieszkańcy gm. Nietkowice czekają na wydanie im legitymacji, chcą bowiem opłacać składki. Wydaje się nam, że kompetentne władze winny bliżej zainteresować się gm. Nietkowice i uzdrowić stosunki w miejscowym ZSCh. (Stanisław Wasilewski – korespondent wiejski)

15 czerwiec – Pożar lasu w gminie Nietkowice

Z nieustalonych przyczyn wybuchł w ubiegłym tygodniu pożar państwowego lasu w Gm. Nietkowice. Pożar rozprzestrzenił się bardzo szybko i gdyby nie natychmiastowa pomoc Ochotniczej Straży Pożarnej ze wsi Sycowice, która natychmiast przystąpiła do akcji ratowniczej, pożar wyrządziłby olbrzymie straty. (Wasilewski – korespondent wiejski)

OSP Sycowice (zdjęcie ze zbiorów Zdzisława Kociemby)

Sty 312016
 
Indyjski Maharadża

Indyjski Maharadża

Przedstawiamy tłumaczenie artykułu autorstwa Herberta Boretiusa zamieszczonego w latach 90-tych XX wieku w czasopiśmie „Crossener Heimatgrüße”, który napisał go na podstawie wspomnień hrabiny Waldraut Schmettow.
Mój ojciec, Hrabia Bernhard von Schmettow – dowiedziałem się, że musiało to być w połowie lat 20 – w hotelu Adlon w Berlinie poznał Mahardżę.. Zaprosił go i jego syna na polowanie na jelenie w Pommerzig. Indyjski książę przyjął zaproszenie. Zwrócił się do kierownictwo hotelu o odstawienie dwóch kucharzy i pracownika umysłowego. Miasto Berlin wysłało jako tłumacza Pana von Etzdorfa. Przewidziane zostało przesyłanie wiadomości z pozdrowieniami dla Maharadży ale technicznie radiofonia z Berlina do środkowej Odry była jeszcze w powijakach. W Pommerzig nie było radia, brak nadajnika powodował wielkie trudności w odbiorze. Dlatego gościom towarzyszyli technicy. Zbudowali na dachu zamku dużą antenę i poprowadzili stamtąd kable do sali zamkowej i holu. Ustawili także wielki odbiornik. Moja matka otrzymała informacje z Hotelu Adlon dokładnie co będzie potrzebne na wieczorny posiłek. O wizycie poinformowano właścicieli sąsiednich posesji i garnizon sulechowskiego wojska. Dowódca konnego regimentu, pułkownik Janssen, obiecał wysłać swoją orkiestrę. Telefon był gorący. Leśniczy i jego pomocnicy musieli się zgłosić w celu omówienia planu polowanie. W naszej „brandenburskiej puszce piasku” jelenia co prawda nie można było znaleźć. Dzika populacja nie istniała. Podeszli inaczej do polowania. Zatrudniono dużą liczbę naganiaczy. W tym przypadku nie sprawiło to żadnych trudności, ponieważ cała wieś chętnie chciała w tym uczestniczyć. Na wieży kościoła wartownik wyglądał kolumny gości. Miał za zadanie obwieszczać biciem w dzwon każde zobaczone auto. Kiedy zabrzmiały cztery bicia w dzwony, rodzina goszcząca zebrała się z krewnymi i przyjaciółmi na schodach. Ja już widziałem w myślach księcia w wspaniałych szatach i obwieszonego biżuterią . Największy samochód zatrzymał się tuż przed nami. Nasi służący w mundurach dla służby pospieszyli do drzwi i je otworzyli. Wysiadł uśmiechnięty, stosunkowo niski mężczyzna z rzadkimi włosami (łysiną), o szarej cerze, w szarej marynarce i spodniach za kolana, długie pończochy i zwyczajne półbuty. Następnie wysiadł wysoki młody mężczyzna o ciemnej skórze i podobnie ubrany. Zrobiłem ukłon w stronę ojca i syna, ale się rozczarowałem. Książę Bernhard von Lippe – nazwaliśmy go „Bernilo” – i jego brat Erwin pomyśleli jednak: „W jakim ubraniu miał przybyć Maharadża. Nie jesteśmy przecież w Indiach”. Tego wieczoru było przewidziane tylko małe przyjęcie. Trwało spotkanie gości i zebranych w holu. W dużym żyrandolu płonęły świece. W kominku migał ogień. Książę następnie zszedł z 1 piętra zakrzywionymi drewnianymi schodami. Miał na sobie długie ciemno niebieskie szaty, obcisłe białe spodnie i ciemne buty ze sprzączkami. Na głowie miał biały jedwabny turban. Na szyi zwisał do wysokości piersi ciężki szmaragdowy naszyjnik. W ten sam sposób ubrany był jego syn. Po ceremonii powitania nadszedł wielki moment transmisji radiowej. Technicy gorliwie się przygotowali. Radio ryknęło i gwizdnęło. Nagle przekazano pozdrowienia głosowe z Berlina. To był sukces! Oczywiście wszyscy klaskali. Mały Pommerzig połączył się z wielkim światem. Na następny dzień zgodnie z zapowiedziami było polowanie na jelenie. Samochody i powozy jechały przez las pod Briese obok długiego łańcucha naganiaczy z psami. Leśniczy powiedział Maharadży, jak wszystko powinno się odbyć i pozostał u jego boku. Ale jelenie przez ten zgiełk uciekły w nieznane. Może powinniśmy zapolować na dzika. W drodze powrotnej nadleśniczy wyszukał, dla tak wysokiego gościa borsuczą norę. Leśniczy chciał by książę go upolował. Mieliśmy to zaplanowane. Borsuk nie dal się nastraszyć jamnikowi i nie wychodził z nory, naganiacze natychmiast zaczęli kopać. Hałas wypędził borsuka z nory. Został ustrzelony przez Maharadżę. Z widocznym zadowoleniem wszyscy uczestnicy wrócili z powrotem do Pommerzig. Wieczorem odbyło się wielkie święto, był tam korpus oficerski 10-tego konnego regimentu, książę Lippe z żoną, sąsiedzi okolicznych dóbr von Sydow z Kalzig i von Zastrow z Palzig i z wielu innych części. W dużej jadalni świece oświetlały kryształowe żyrandole. Służący nosili mundury dla służby, dziewczyny czarne sukienki z białymi fartuchami i czepkami. Ze ścian z obrazów olejnych patrzyli w jasnych perukach nasi przodkowie. My, dzieci, siedzieliśmy przy tak zwanym kocim stole(dla dzieci). To było miłe dla nas, bo w ten sposób mogliśmy wszystko dobrze obserwować. Moja matka indyjskim książętom podawała do stołu. Rozmawiała po angielsku z nimi. W ferworze rozmowy zaczęła mówić w języku szwedzkim, ponieważ doskonale go znała. Maharadża nie przeszkadzał. Mówił jak dżentelmen dalej po angielsku. Kiedy moja matka zauważyła swój błąd, to był śmiech. Po posiłku towarzystwo rozdzieliło się do małej sali i pokoju dziennego. W małym pokoju dawniej wisiały ważne obrazy z Drezdeńskiego Zwinger. Zostały przeniesione do Pommerzig, ponieważ obawiano się, że alianci będą chcieli je skonfiskować. Sulechowska orkiestra grała marsze i muzykę popularną. Wielu mieszkańców postawiło drabiny pod oknami i spoglądało do środka, aby uczestniczyć w tej widowiskowej uroczystości. Wyjazd indyjskich książąt był zaplanowany na następny dzień. Zanim samochody podjechały, obecni zgrupowali się do zdjęcia na schodach. Tak więc pojawia się tu obraz, który ilustruje te wspomnienia. Potem silniki zawarczały. Goście wyszli w ubraniach, w których przybyli. Po wielkim machaniu rękami pojazdy obrały kurs na Berlin.

 

Tłumaczenie Adam i Janusz

Rodzina hrabiego von Schmettow i ich goście podczas odjazdu Maharadży na tarasie zamku w Pommerzig. Indyjski książę w pumpach sam siedzi w środku. Jego syn ( również rozpoznawalny po pumpach) stoi za nim po lewej. Na głównym planie z jednej i z drugiej strony Maharadża siedzi para gospodarzy: po lewej hrabina Thomazine Schmettow (1874-1949), po prawej hrabia Bernharda Schmettow( 1875/50 ). Staruszka (druga od lewej z przodu) jest matką byłych panów domu, hrabina Leonie Schmettow (1853/29). Całkiem po prawej należący do gości książę Bernhard von Lippe, później książę był małżonkiem królowej Holandii. Obok niego są zgrupowane dzieci z rodziny ziemiańskich i przyjaciół.

Rodzina hrabiego von Schmettow i ich goście podczas odjazdu Maharadży na tarasie zamku w Pommerzig. Indyjski książę w pumpach sam siedzi w środku. Jego syn ( również rozpoznawalny po pumpach) stoi za nim po lewej. Na głównym planie z jednej i z drugiej strony Maharadża siedzi para gospodarzy: po lewej hrabina Thomazine Schmettow (1874-1949), po prawej hrabia Bernharda Schmettow( 1875/50 ). Staruszka (druga od lewej z przodu) jest matką byłych panów domu, hrabina Leonie Schmettow (1853/29). Całkiem po prawej należący do gości książę Bernhard von Lippe, później książę był małżonkiem królowej Holandii. Obok niego są zgrupowane dzieci z rodziny ziemiańskich i przyjaciół.

Lut 272015
 
Bródki

Bródki

12 stycznia Armia Czerwona razem z Wojskiem Polskim ruszyły znad Wisły w kierunku Berlina. Dowództwo Operacji Wiślańsko-Odrzańskiej na czele ze sławnym marszałkiem Żukowem planowało w jak najszybszym czasie przesunąć front znad Wisły nad Odrę a nawet tym jednym rzutem dojść do samego Berlina. Zgodnie z przewidywaniami radziecki front przesuwał się szybko do przodu wyzwalając polskie miasta. Już pod koniec stycznia pierwsi żołnierze Armii Czerwonej dotarli i przeprawili się przez Odrę. Do 2 lutego 1945 roku 1 Front Białoruski złamał opór Niemców i na prawie całym odcinku frontu osiągnął Odrę. Zaczęły się walki o utrzymanie i zwiększenie przyczółków po zachodniej stronie Odry. „Czerwony Walec” Armii Radzieckiej przetoczył się także przez ówczesny Pommerzig, Groß-Blumberg, Klein-Blumberg i Straßburg/Oder.

Po okresie walk do miejscowości za frontem zaczęli napływać szabrownicy i ludzie z Centralnej Polski, którzy szukali nowego miejsca do zasiedlenia. Także z nastaniem końca wojny na Ziemie Odzyskane zaczęła napływać fala przymusowych robotników, którzy wracali z głębi Niemiec. Wojsko zaczęło ze swoich szeregów demobilizować żołnierzy, którzy także szukali nowego miejsca do życia. Ze wschodu zaczęli zjeżdżać ze swoim dobytkiem repatrianci, a z Syberii wywiezieni w 1940 roku.

Zaczęła się tworzyć polska administracja. Ludzie zaczęli uporządkowywać sprawy mieszkaniowe i majątkowe na nowych terenach. Nowych mieszkańców zaczęto rejestrować w Księdze Osadniczej Powiatu Krośnieńskiego.

Oto pierwsi osadnicy w Bródkach i Brzeziu według Księgi Osadniczej (z boku podano datę przybycia).

Bródki

Rutkowski Ludwik 15.07.1945
Haba Grzegorz 15.07.1945
Staszewski Jan 1.08.1945
Antczak Józef 31.10.1945
Dobroczyńska Bronisława 26.11.1945
Michalski Franciszek 27.11.1945
Kalbarczyk Stanisław 1.12.1945
Salwa Władysław 15.12.1945
Kulizek Władysław 10.02.1946
Ludwików Michał 10.02.1946
Dobroczyński Stanisław 10.02.1946
Mańkowski Paweł 10.02.1946
Augustyn Władysław 1902.1946
Miller Stanisław 11.04.1946
Nawruć Wojciech 27.05.1946

Brzezie

Piasecki Władysław 24.01.1946
Krupa Henryk 27.02.1946
Cygańczuk Bartłomiej 10.04.1946
Lachowicz Wacław 19.04.1946
Zarzecki Aleksander 7.05.1946
Weryszko Mieczysław 24.05.1946

Adam

Lut 062015
 
Stanisław Krupa

Stanisław Krupa

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia napisał do nas e-meila interesujący gość. Nawiązaliśmy kontakt e-meilowy i telefoniczny. W Nowym Roku zostaliśmy mile zaskoczeni. Efektem tego kontaktu są bardzo ciekawe wspomnienia Pana Stanisława Krupy, który urodził się, spędził dzieciństwo i wczesną młodość w Brzeziu. Szczególną uwagę zwraca styl wspomnień. Są to krótkie, najczęściej jednowyrazowe zdania. Często bez czasowników.
Czuć w nich tęsknotę autora za czasami beztroskiego dzieciństwa i miejscem urodzenia.

Zdjęcia. Szkoła Podstawowa. Brody. Rocznik 1948. Dyrektor Marciniec. Pierwsza Pani Kościukiewicz. Miła. Potem Pan Wiącek Franciszek. Później Winek, Żyża Wincenty, osobowość, ogromny wpływ na nas. Imponował nam. Wychowawcy. Nasze otoczenie jak zwyczajna rzeczywistość. Normalka. My u siebie, to nasz świat, tu się urodziliśmy. Z czasem zaczniemy identyfikować, że to gdzie jesteśmy to skutek dramatycznych wydarzeń. Co dopiero co, a wielu jeszcze liże rany. Straszą niewypały, jeszcze wiatr zawiewa zapachem prochu. W szkole religia. Najpierw w szkole, potem w kościele a potem wcale. Ruchy polityczne i ideologiczne docierały w tej postaci i do nas. Nie mieliśmy pojęcia o co, i czy w tym o coś w ogóle chodzi. To było obok. Odpadła religia, kłopot z głowy. Na przerwach grało się w pieniądze. Były rozmaite. Monety. Poniemieckie, przedwojenne polskie a także niewiadomego pochodzenia. Uderzało się krawędzią monety w cegłę, moneta odbijała i lądowała na ziemi. Sztuką było trafić w monetę przeciwnika lub ulokować się co najmniej jak najbliżej. Z Brzezia do szkoły mieliśmy jakieś 3-4 kilometry na piechotę. Przez las, przez pola. Wydeptały się ścieżki. Jesień. Nadchodziły długie wieczory. Kiedyś było wielkie wydarzenie. Na wieś, wieczorem przyjechał na motorze kino. Kino to ten co wyświetlał. Przyjeżdżał na Zundappie z koszem. Skórzana kurtka, pilotka. No ktoś. Pokazał „Los Człowieka”. Propaganda w głuszy Puszczy Rzepińskiej dopadła i wzburzała wyobraźnię. W drodze ze szkoły figle. Psoty, pośpiech i głód. Na polach brukiew, buraki, kalarepa, słoneczniki i warzywa, jak to w polu. Szliśmy w szkodę. Głód. Zjadło by się wszystko.

Zima. Kiedyś rodzice urządzili dzieciom dowożenie, bo zima i śnieg po pachy dorosłym. Szkoda, poradzilibyśmy sobie i bez tego. Popsuli nam zabawę. Dzieci bawią się wszystkim i zawsze. Zabawa to istota dzieciństwa. Traci z czasem na rzecz rygorów, obowiązków i ciężarów. Nadciągał czas, gdy dobrze to poznałem i zatęskniłem za beztroską szczenięcych lat. Mieliśmy frajdę przebijać się przez metrowy śnieg. Ryć w śniegu korytarze. Tłuc i kotłować się w zaspach. Zimy były jakby mocniejsze. Żaby zamarzały wyciągnięte jak długie niczym w skoku w krystalicznej wodzie. Łuskaliśmy je z lodu. Dla ciekawości. Dłużyło się doczekać aż śnieg zejdzie. Raził bielą, nim spod śniegu znowu wyłoniła się ciemna ściółka lasu i ociepliło się.

W klasie jak to w grupie. Zawsze wyłania się jakiś porządek. Są ważniejsi i gorsi. Alfą była Pikulina. Pikuła. Regina, nomen omen. Mieliśmy zresztą dwie Reginy. Pikulina i nasza Renia, Weryszko. Chyba najładniejsza, lecz nieśmiała. Na zdjęciach wszystkie dzieci ładne i z przyszłością. Wtedy wszystko kręciło się wokół Pikuliny. Pierwsza ławka, zawsze pierwsza. Najlepsze stopnie. No, niedościgła. Potem, z latami, stawka zaczęła gęstnieć. Dołączali chłopcy. Stankiewicz, Kuczynski, chyba i ja. Pozostawaliśmy w cieniu Pikuliny. Nikt nie zastanawiał się nad przyszłością. A przynajmniej tego nie zauważyłem. Pani, gdy już umieliśmy pisać, dała nam za zadanie byśmy napisali co byśmy chcieli robić, czy kim być gdy dorośniemy. Szok. Napisaliśmy. Niepewni i nieśmiali. Nie pamiętam jak wypadło to u innych. Jak im się sprawdziło? Byłoby ciekawie zweryfikować tamto wypracowanie. Napisałem, wyznałem, że chciałbym budować wielkie okręty. Wtedy nawet nie widziałem Odry. Słyszałem, że są wały i między nimi płynie rzeką woda. Wylewa od czasu do czasu. Podnosi się niepokój lub trwoga. Wiatry miotały mną zdrowo i porywała niejedna fala. Skończyło się to tym, że kończąc edukację, w czasach skierowań do pracy, poprosiliśmy pełnomocnika na uczelni o skierowanie in blanco. Dostaliśmy. Tym sposobem wylądowałem w środku budowy socjalizmu na budowach kopalń i hut zagłębia miedziowego. Z czasem zmieniłem profil budownictwa przemysłowego na energetyczne. Tak już zostało. Budowałem kopalnie, huty i elektrownie. Prawie okręty. Dziecięce majaki prawie się ziściły.

Wyrastaliśmy nieświadomi otoczenia. Po latach tułaczki rodzice, osadnicy, pozajmowali poniemieckie domostwa, głodni i spragnieni wolności, pokoju i swojego. Być na swoim. Z zapałem poświęcali się uprawom i hodowli. Dzieci się mnożyły, rosły i psociły. To my. Pojawił się pierwszy rower „Diamant”. Ho, ho, co to był za rower. Z ramą i jazda pod ramę. Nie jakieś tam „Pafaro” czy „Ukraina”. Potem przyszła kolej na zegarki na rękę. „Pobieda”. Kolektywizacja do Brzezia nie dotarła. Nie dało się. Osadnicy to albo przesiedleńcy zza Bugu albo osadnicy wojskowi. Ojciec był osadnikiem wojskowym. Pojęcia o gospodarzeniu i technice jaką zastali było rozpaczliwie mało. Że nikomu nie oberwało ręki, nogi czy głowy, to aż dziw. Pojawiło się radio. Do Brzezia nie dotarła kołchozowa radiotechnika. Głośniki. Głośnik w każdym domu, dla wszystkich jedna muzyka, jedna propaganda, szlaban i mrok. No, klęska! Że będzie telewizja nawet sobie nikt nie wyobrażał. Takiego pomysłu ani śmiałka nie było. Czasem, po pracy, gdy już obowiązków ubywało, w zapusty lub przy podobnej okazji, zapraszali skrzypka. Przyjeżdżał z Pomorska. Utykający na jedną nogę Juretko, co tak ciął na swych skrzypkach, że aż dymiło mu ze smyczka. A oni tańcowali. Hej i ho! Z przytupami, z okrzykami, z gwizdami. Kiecki fruwały, aż bielizna odsłaniała, aż powała trzeszczała i sypało próchnem a deski podłogi stękały. My z gałami jak dynie i gębami na roścież po kątach, pod ławami a obraz wyciskał się w pamięci. Dzieciństwo jak sielanka, naiwne. Był pomysł na nazwanie jednej uliczki imieniem Lumumby. Piętrzyła się propaganda komunizmu i straszenie odwetowcami z Zachodu. Było radio, a wieczorami „Bum, bum bum, Tu mówi Londyn” albo „I si Lille, I si Lille” i Głęboka studzienka. Taki ówczesny dżingiel. Z Francji. A także łapane z trudem, zagłuszane, że jakby czołgi już, już, nadjeżdżają. Radio Wolna Europa. Starzy gospodarze pochyleni do radia, z uszami przyklejonymi do głośnika, spluwali na podłogę, ćmili Sporty, komentarza było mało i nie dla dzieci. Kobiety osobno. My pod stołem. Albo w szafie. Na gwoździu wisiał naszelnik. To dla dyscypliny. Jak się przeskrobało, to szedł w ruch. W nocy były koszmary. Niektóre miewam do dziś. A my, jak przychodziło Wszystkich Świętych, odnawialiśmy mogiły pod lasem. Podobno, gdy było wysiedlanie Niemców, byli tacy którym było trudno pogodzić się z losem. Rosjanie sprawę załatwili od ręki. Kulka w łeb i do piachu. Ledwie nabrałem pojęcia o miejscu i sytuacji, a już trzeba było dorastać i ruszać w poszukiwaniu własnego losu. Tak to leciało. W drogę i byłe do przodu. Zawsze się dokądś dojdzie. Potem poznałem środowiska, gdzie ludzie z dziada pradziada byli na swoim. Poznałem, jak się dba o swoje. Jak gromadzi się bogactwo i doświadczenie. My, latami na walizkach, ponieśliśmy straty, których się za nic nie da nadrobić. Dbałość o zastane, poniemieckie dobro, często sprowadzała się ledwie do podparcia kołkiem, gdy się waliło lub zatkania dziury po wybitej szybie szmatą. I niektóre z tych pamięci właściwe bolą do dziś.

I to jest z grubsza, ale jakby wystarczająco, o tym jak było. Oczami rocznika ‘48. Bogactwo dokumentacji fotograficznej powinien mieć Zagrodny i Kozubal z Pomorska. Na zdjęciach podpisałem twarze, te które pamiętam z nazwiska.
No i wdzięczny jestem za poruszenie, jakim skończył się powrót do wspomnień.

Pozdrawiam.
Stanisław Krupa
Lubin, dnia 08.01.2015r.

 

Translate »