Kwi 112015
 
Stanisława Mackiewicz

Stanisława Mackiewicz

Pewnego razu przyszli do nas na gajówkę dwaj Niemcy. Byli żołnierzami, którzy pilnowali gdzieś w lesie ludzi pracujących przy wyrębie drzewa. Pobłądzili i zgubili się. Zaczęli z nami rozmawiać. Jeden nawet wyciągnął różaniec i zaczął mówić, że jest katolikiem i zaczęli prosić żeby ich odprowadzić, bo zgubili się i przyszli po błocie. Ja z siostrą kawałek ich odprowadziliśmy. Czułyśmy się dziwnie, bo przez tą drogę nie wyszedł z lasu żaden partyzant. Zaprowadziliśmy ich do sąsiedniej miejscowości i tam dalej poprowadził ich znajomy pan Proniewicz. A my z siostrą udaliśmy się w drogę powrotną. Gdy wróciliśmy do domu to przyszli do nas partyzanci i zaczęli się wypytywać skąd wracamy. Wytłumaczyliśmy im, że dwaj Niemcy się zgubili i ich odprowadziłyśmy. Wtedy partyzanci na to odpowiedzieli, że przyszło tu stu Niemców i my im pokazywałyśmy, gdzie partyzanci mają swoje kryjówki. Wstawiła się za nami matka i powiedziała przyszli po błocie to zobaczcie ile śladów zostawili. Są ślady tylko dwóch Niemców. Po tym partyzanci odpuścili i nas więcej nie przepytywali. Teraz gdy patrzę na tą sytuację z perspektywy czasu to miałyśmy bardzo dużo szczęścia bo partyzanci mogli zabić Niemców i nas dwie za to, że pomagamy hitlerowcom.

Musieliśmy ciągle pomagać partyzantom czy tego chcieliśmy czy nie. Pewnego dnia przyszło do ojca zawiadomienie, że na drugi dzień ma się zgłosić w Wilejce do Niemców. Ojciec podejrzewał, że któryś kolega go podkablował Niemcom, że pomaga partyzantom. Ojciec długo się zastanawiał co ma zrobić. Wyjścia z tej sytuacji były trzy. Czekać na Niemców aż przyjdą po ojca, co równałoby się ze śmiercią. Samemu się zgłosić do Niemców i liczyć, że nie będzie aż tak źle. Lub trzecie wyjście wstąpić do partyzantki. Ale jak wstąpić do partyzantki jak się ma tak dużą rodzinę. Niemcy zapewne zemściliby się na rodzinie. Ojciec postanowił, że zgłosi się do Niemców. Na drugi dzień pojechał do Wilejki i tam zamknęli go w więzieniu. Czasami z tego więzienia gonili więźniów gdzieś do pracy to starsza siostra jak zobaczyła ojca to podbiegła do niego i wcisnęła mu kawałek chleba pod pachę żeby coś zjadł. W tym więzieniu siedział około 5 miesięcy. Mamusia jeździła do więzienia, żeby wypuścili ojca. Zaniosła swoje złoto ale nic to nie pomogło. Było nawet jeszcze gorzej, bo wsadzili ojca do karceru. Z miesiąc siedział w tym karcerze aż zachorował tak mocno, że zaczął wzywać lekarza. Lekarz przyszedł zbadał ojca i powiedział Niemcom dla niego to nawet kuli szkoda, bo mu dużo życia nie zostało. Niemcy wypuścili ojca. Lekarz prawdopodobnie specjalnie tak powiedział, bo wiedział że ojciec może jeszcze wyzdrowieć, a Niemcy może nie chcieli trzymać konającego w więzieniu. Gdy ojciec wychodził na wolność to Niemcy dali mu nawet wiązkę jakiś ciuchów – chyba żydowskich i powiedzieli masz dasz to dzieciom żeby miały w co się ubrać. Ojciec był taki słaby, że odcinek kilkuset metrów z więzienia szedł pół dnia. Tak go wykończyli w tym więzieniu.

My w międzyczasie przeprowadziliśmy się do Wilejki, ponieważ baliśmy się bez ojca mieszkać w lesie. Ta przeprowadzka nie była taka prosta jak się to może wydawać. Baliśmy się śmierci ze strony partyzantów, za to że poszliśmy mieszkać do miasteczka. Na szczęście partyzanci się zgodzili i i mogliśmy bez przeszkód zamieszkać w Wilejce. Przenieśliśmy cały nasz inwentarz i zwierzęta do miasteczka. Kiedy ojciec wyszedł z więzienia to też nie wróciliśmy do lasu. Zostaliśmy w Wilejce. Dalej musieliśmy oddawać nałożone limity mleka, zbóż i mięsa. Do tego znajomi przyprowadzili nam swoje krowy na przechowanie i z tych krów też musieliśmy oddawać mleko Niemcom. Na wsiach nie było za dużo krów, bo prawie wszystko partyzantka zabrała. Kiedyś byliśmy zobaczyć kryjówkę partyzantów i ujrzeliśmy na sosnach 5 krów powieszonych. Zaschnięte były już te krowy i całe mięso się zmarnowało – nie zjedli go.

W Wilejce partyzanci dalej przychodzili do nas. Czy to kamuszków do zapalniczek przynieść, bo używali takich zapalniczek na kamuszki, czy sól załatwić. Partyzanci przynosili do nas listy z tym co potrzebują i gdzie to dostarczyć. Listy te nosili w bucie pod stopą, żeby w razie kontroli Niemcy nic nie znaleźli. Często partyzanci kazali przynosić rzeczy na drugą stronę rzeki Wilii (Neris), która przepływała przez Wilejkę. Było to bardzo niebezpieczne, bo Niemcy stali na moście. I jak to przenieść? Niemcy skontrolują, znajdą i zabiją. Uzgodniliśmy z partyzantami miejsce nad rzeką gdzie kazali zostawiać rzeczy, które później zabierali. Tak było aż do wejścia Rosjan.

W Wilejce Niemcy zrobili getto dla Żydów. Tam ich z okolicy wszystkich spędzili i zabili.

Gdy przenieśliśmy się do Wilejki to siostry zaczęły pracować co nam bardzo pomogło w przetrwaniu a nawet bardzo poprawiło naszą sytuację. Najstarsza siostra Maria pracowała u Niemców w mleczarni. A my, że mieliśmy krowę to musieliśmy odstawiać do tej mleczarni mleko. Dzięki temu że siostra tam pracowała to ja nosiłam puste kany a siostra zapisywała, że odpowiednią ilość litrów mleka przyniosłam. Z powrotem zwykli ludzie dostawali część chudego mleka a nam siostra nalewała śmietany. W domu zrobiliśmy masła i biedy nie odczuwaliśmy. Czasami siostra dawała też znać i przychodziłam do mleczarni po taki duży okrągły żółty ser. Na początku jak go jedliśmy to nam śmierdział ale później jak się przyzwyczailiśmy to nawet nam zasmakował. Teraz bym sobie zjadła takiego sera. To był prawdziwy żółty ser z dziurami a nie to co teraz same podróbki.

Z kolei druga starsza siostra Leokadia także pracowała u Niemców ale przy prześwietlaniu jajek. Jak zobaczyła, że na jajku jest jakaś malutka plamka, kropka czy pęknięcie to je odkładała na bok. Chodziłam do niej z koszykiem i przyniosłam do domu tych jajek, których Niemcy nie chcieli. Tym jajkom nic nie brakowało ale Niemcy musieli mieć „idealne jajka”.

Po krótkim czasie ja też poszłam do pracy. Załatwił mi ją jakiś znajomy rodziców, bo nigdzie nie chcieli mnie przyjąć ze względu na to, że byłam za młoda żeby pracować. Jakoś się udało i przyjęli mnie do niemieckiego szpitala, gdzie leczono choroby skóry u niemieckich żołnierzy. Pracowałam w kuchni w tym szpitalu.

Chorzy niemieccy żołnierze często wyglądali jakby skóry nie mieli. Takie rany, plamy, wrzody i Bóg wie co mieli na sobie. Najczęściej chodzili nago. Nie wiem co to były za choroby, czemu chodzili nago, pewnie tak lekarze zalecali ale widok był straszny. W szpitalnej kuchni pracowałam z dziewczyną rok albo dwa lata starszą ode mnie, która była sierotą i kilkoma starszymi kobietami a szefem był Niemiec, który zaraz na początku mi powiedział, że nie muszę się go bać, bo on też chce przetrwać wojnę, a w domu ma córki w moim wieku. Pozwalał mi i mojej koleżance, żebyśmy oczywiście w granicach rozsądku mogli jeść w kuchni i wynosić trochę jedzenia do domów. Czasami cukier przyniosłam, a czasami nawet cukierki.

My dwie młode dziewczyny czyściłyśmy chleby. Niemcy świeżego chleba nie jedli tylko taki kilkutygodniowy a nawet trzymiesięczny. Tylko taki chleb jedli i mówili, że czerstwy jest zdrowszy niż świeży. To były takie małe chlebki i miały prawie zielony kolor. Myśmy je szczotkami czyścili i szorowali. Po takim czyszczeniu chleb nabierał ładnego żółtego koloru.

Natomiast starsze kobiety w kuchni obierały kartofle. Zobaczyły, że my wynosimy jedzenie i nas podkablowały. Przyjechali żandarmi w takich dziwnych wysokich czapkach. Szef kuchni udawał, że o niczym nie wie co się działo w kuchni. Żandarmi nas dwie młodsze postawili po jednej stronie a starsze kobiety po drugiej stronie. Po chwili powiedzieli że mi nic nie mogą zrobić, bo jestem za młoda i jedynie wyrzucą mnie z pracy w kuchni ale ta moja koleżanka była starsza trochę ode mnie i dali jej wybór, albo jedzie na roboty do Niemiec, albo plewi przyszpitalny ogród. Zgodziła się na plewienie ogródka. Po wyrzuceniu mnie ze szpitalnej kuchni zaczęłam znowu nosić od siostry jajka. To zaniosłam jakiemuś Niemcowi i w zamian mi nasypał do koszyka cukierków. Także w domu głodu podczas niemieckiej okupacji nawet w mieście nie odczuwaliśmy.

Adam

 Dodaj komentarz

Możesz używać następujących atrybutów i znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)

Translate »